Rozdział
trzeci
Harry siedział w swoim dormitorium i zastanawiał się, co też łączy jego Laurę z
tym przebrzydłym Malfoyem… Był zły. Ciągle gdzieś w pobliżu Laury, był on. Już
w tamtym roku to zauważył, ale wtedy ona nie zwracała na Niego najmniejszej
uwagi. W tym coś się zmieniło, tylko co? ,,Muszę być ostrożny” – pomyślał-
,,jeśli Malfoy ma coś do Laury to trzeba jej pilnować. Kto wie co temu
Ślizgonowi chodzi po głowie.”
Położył się do swojego łóżka, próbował zasnąć, ale nie mógł. Wyszedł z
dormitorium do pokoju wspólnego. Usiadł przed kominkiem i siedział. W pewnym
momencie wpadł mu do głowy pomysł.
- Zgredek –
zawołał w ciemności. Strzeliło i przed Nim zmaterializował się skrzat domowy.
Jak zwykle dziwnie ubrany.
- Harry
Potter, sir. Zgredek tak się stęsknił za Panem. Czy mogę w czymś pomóc? –
spytał skrzat.
- Zgredku,
chciałbym, to znaczy czy mógłbyś śledzić Malfoya? Chciałbym wiedzieć co
kombinuje i dlaczego ciągle kręci się koło mojej dziewczyny, Laury. Dałbyś
radę? – zapytał.
- Oczywiście
Harry Potter, sir.
- Dobrze jak
tylko czegoś się dowiesz daj mi znać. Dobrze Zgredku?
- Tak jest,
sir. – odpowiedział. W tym momencie usłyszał jak ktoś schodzi z dormitorium
dziewczyn. – Zmykaj Zgredku, uważaj aby nikt się o tym nie dowiedział. –
powiedział Harry kiedy skrzat znikał.
- Harry? –
usłyszał za sobą i zobaczył Laurę, która wchodziła właśnie do pokoju wspólnego.
– Czemu nie śpisz jeszcze?
- A Ty? –
odbił piłeczkę.
- Szłam
właśnie do toalety, gdy usłyszał jakieś rozmowy. Myślałam, że mi się śni, a
później usłyszałam Twój głos to zeszłam. Chciałam posiedzieć z Tobą. –
powiedziała i się uśmiechnęła do Niego, tak jak wtedy gdy wszystko było dobrze.
W tym momencie Harry myślał, że chyba popełnił błąd, ale nie chciał odwoływać
skrzata. Może nic się nie dzieje, ale woli aby Laura była bezpieczna.
* * *
Siedziałam z Harrym w pokoju wspólnym.
Siedzieliśmy na fotelu, to znaczy ja na kolanach Harry’ego. Było mi przy Nim
tak dobrze, czułam się bezpieczna. Było mi dobrze, ale ciągle gdzieś po mojej
głowie chodził, Malfoy. Z Harrym zawsze czułam się super, teraz było tak samo
jak w zeszłym roku. Popełniłam błąd, którego więcej nie popełnię. Harry jest
dla mnie wszystkim. Co też ten Malfoy sobie myśli? Że skłóci mnie z Harrym i
moimi przyjaciółmi? Nie w tym życiu. Zaczynam go ignorować od jutra. Nie mam
zamiaru z Nim gadać. W ogóle co ja sobie myślałam, że zmienił się? Że dorósł,
czy cokolwiek innego?
Jego rodzice są śmierciożercami, więc
jak nic, opowiedział im, że jestem blisko Pottera, a Voldemort chciał
wykorzystać mnie… O to, to nie, Panie Malfoy, nie dam się więcej wciągnąć w te
gierki. Myślałam i myślałam, wiedziałam, że Harry zasnął, jego oddech był
płytki. Chciałam zejść mu z kolan, bo wiedziałam, że w końcu zdrętwieje, ale
wtedy otworzył oczy i przeniósł mnie na kanapę. Sam usiadł obok. W końcu i mnie
zmorzył sen.
Obudziłam się po kilku godzinach, na
dworze było jeszcze ciemno. Postanowiłam iść do swojego dormitorium. Harry spał
słodko. Przywołałam jeden z koców, a na skrawku pergaminu napisałam dla Niego
wiadomość, że poszłam spać do siebie. Gdy znalazłam się już u góry, w swoim
łóżku to jakoś nie mogłam dalej zasnąć. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero
piąta rano. Wiedziałam, że nie zasnę. Postanowiłam iść i skorzystać z łazienki
prefektów. Hermiona podała mi hasło. Wzięłam ciuchy na przebranie i potrzebne
kosmetyki. Chciałam pobyć sama. Szłam korytarzem do łazienki, bałam się, że
mogę się natknąć na Filcha. Na szczęście nikogo nie było. Podałam hasło i
weszłam. Od razu wpadłam na kogoś.
- Oj
przepraszam, nie wiedziałam, że ktoś już tu jest. – powiedziałam zarumieniona.
Nie byłam prefektem i nie powinnam była korzystać z ich łazienki. No to teraz
stracę punkty, na pewno.
- Nic się nie
stało Prewett. Ale to chyba łazienka prefektów, a Ty Nim nie jesteś. –
usłyszałam kpiący głos i spojrzałam na osobę, na którą wpadłam. No tak któż to
mógł być inny, jak nie sam Malfoy. Ciągle na niego wpadałam, czyżby Harry miał rację?
Że on się koło mnie kręci?
- Nie, nie
jestem. Ale już sobie idę, jakoś odechciało mi się tu kąpać! – warknęłam.
Patrząc na niego, jak na coś co nie jest godne mojego zainteresowania.
- Nie tak
ostro Prewett. Chyba nie chcesz stracić paru punktów. – zaśmiał się, ale nie
tak kpiąco jak zazwyczaj. Tylko jakoś tak serdecznie.
- A wiesz co,
wisi mi to Malfoy. Odejmuj sobie jeśli chcesz. A teraz spadaj. – powiedziałam,
gdyż dopiero teraz zorientowałam się, że zastawił mi swoją osobą przejście.
- Przecież się
tylko z Tobą droczę. Chyba ktoś tu ma problemy z pamięcią – powiedział i złapał
mnie za rękę, po czym przyciągnął do siebie i pocałował. Ja natomiast,
odzyskawszy rozum, zamachnęłam się i wymierzyłam mu policzek.
- NIGDY WIĘCEJ
TEGO NIE RÓB! ZROZUMIANO! – krzyknęłam. A zaraz potem poleciały mi łzy. On nie
zrobił nic. Stał i patrzył na mnie. – WYPUŚĆ MNIE STĄD DO CHOLERY! – Jednak on
doskoczył do mnie i powiedział.
- Laura, ja
przepraszam, ja myślałem…
- Myślałeś, że
co!? Że możesz się mną zabawić!? Że łatwo mnie okręcisz wokół palca!? Że zacznę
Ci sypać moich przyjaciół, bo Wielki Pan Super Malfoy, mnie całował!? Nie!!! I
wyjaśnijmy sobie to raz na zawsze!!! Nigdy nie pozwolę aby ktoś robił ze mnie
idiotkę!!! A teraz odsuń się!!! – warknęłam i wyjęłam różdżkę.
- Laura, to
nie tak jak myślisz… Ja wcale nie chciałem Cię wykorzystać… Po prostu.. ja …
no… bo widzisz…
- No co!?
- Bo się w
Tobie zakochałem! Trwa to od jakiegoś czasu! Chciałem z Tobą porozmawiać, od
razu jak odkryłem uczucia do Ciebie. Ale nie wtedy Ty i Potter staliście się
parą. I już nic nie mogłem zrobić, rozumiesz? NIC! Dlatego chcę Ci pokazać jaki
jestem, jaki jestem naprawdę.
- CO!
Oszalałeś! Nie wierzę Ci!? Twoi rodzice pewnie Ci kazali!? Nie wierzę,
rozumiesz!? Nie wierzę! A teraz odsuń się, bo użyję mojej różdżki!
- Laura… naprawdę…
- ton jego głosu się zmienił, zniknęła maska… Był taki delikatny, taki jak nie
on… Zauważyłam, że po policzku płynie łza. Musiałam go zranić, ale co z tego?
Przecież to Malfoy. Tyle razy gnoił moich przyjaciół!
- Przepuść
mnie – powtórzyłam. O dziwo odsunął się. Podeszłam do drzwi i się obejrzałam,
stał ze spuszczoną głową, w świetle księżyca wpadającym przez okno. Nagle
poczułam się dziwnie… Zrobiło mi się go szkoda… On nigdy nie zaznał miłości, a
ja go odrzuciłam… Ale nie mogłam inaczej. Jednak wiedziałam, że nie jest mi
obojętny. Wyszłam zostawiając go samego… Przeszłam kawałek, kiedy postanowiłam
wrócić i go pocieszyć, ale gdy weszłam, jego już nie było…
* * *
Stał przez
dłuższą chwilę. Czuł, że policzek, w który go uderzyła pali. Myślał, że może
ich coś łączyć. Ba nawet był tego taki pewien. Co się stało, że nagle zrobiła
się taka zimna… Czyżby Potter jej coś nagadał? Czy może ich widział jak się
całowali. Nawet by się z tego cieszył, gdyby nie fakt, że sprawy obrały inny
obrót niż się tego spodziewał. Wytłumaczył jej, że w nic nie gra, po prostu się
zakochał. Ale ona mu nie wierzyła… To było do przewidzenia… Gdyby posłuchał
instynktu, robił by to stopniowo. Powoli by ją zdobywał, ale czy teraz ma
jeszcze jakieś szanse?
W końcu
wyszedł z łazienki, widział ją jak się oddala. Godnie… Zmierza ku swojemu
chłoptasiowi… Niech idzie… Nie będzie jej błagał… Był zły, że dał się ponieść
emocjom, pewnie widziała łzy, które spłynęły nie wiadomo czemu, a jednak
odeszła. Pokazał jej, że również jest słaby, że również jest obdarzony
uczuciami. Nie chciała go… Gardziła Nim… Serce mu Pękalo, kiedy patrzył za Nią…
Za swoją nie spełnioną miłością… On Draco Malfoy pokazał jej jaki jest, a ona
wybrała… Dokonała wyboru, może nieświadomie, ale wolała mieć w Nim wroga… ,,
Nie będę latać za jakąś zdrajczynią krwi” – pomyślał - ,,Nie chce mnie. Nie
będę się upokarzać.”
Odwrócił się, powstrzymując chęć
zawołania za Nią, aby poczekała. Aby dała mu szansę. Zszedł na dół… Kierując
się do sypialni, w której miał nadzieję obmyślić jakiś plan. Jeszcze pożałuje
swojej decyzji. Draco nie wybacza łatwo.
Nie, nie mogę, jej skrzywdzić. Będę o Nią
walczył. Może w końcu ją zdobędę… Tak… Zacznę od rana…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz