Rozdział czwarty
Pierwszy dzień szkoły. A ja czuję się okropnie. Siedzę obok
Harry’ego
z głową na
jego ramieniu. Ledwo do mnie dociera, kto co mówi i do kogo. Dopiero kiedy
Hermiona mocno mnie szturchnęła, ocknęłam się.
- Co się
stało? – spytałam ją.
- Draco –
powiedziała cicho do mnie. Spojrzałam na Nią jak na kosmitkę. O co jej
chodziło? Wyczytała zapytanie z mojego spojrzenia, bo skinęła mi głową w
kierunku Ślizgonów, tak aby nikt nie zobaczył. Podążyłam za jej spojrzeniem.
Siedział tam… On przez, którego jestem teraz taka zmęczona. Kiedy wróciłam do
pokoju wspólnego, dzisiaj rano, po rozmowie z Nim chciałam się jeszcze
zdrzemnąć, ale nie zmrużyłam oka. Teraz jestem po prostu padnięta. Siedział
naprzeciwko mnie i był jakiś dziwny. Oczy miał czerwone i podpuchnięte, zerkał
co jakiś czas w naszym kierunku. Odwróciłam wzrok i spojrzałam na Hermionę, bo
dalej nie wiedziałam o co jej chodzi. Spojrzała czy Harry jest dostatecznie
zajęty rozmową i podała mi kawałek pergaminu. Ja również spojrzałam na Niego,
ale on był tak pochłonięty rozmową na temat quidditha, oraz treningów, które
ustalał z Ronem, między przerwami, że nawet nie zauważył co robię z Hermioną.
Spojrzałam na kartkę, a na niej były
tylko dwa słowa: Wieża Astronomiczna.
O co mu chodzi? Spojrzałam na Hermionę.
- Skąd to
masz? – zapytałam cicho.
- Przed chwilą
przyszła do Ciebie sowa. Ale byłaś w chmurach, więc odebrałam list do Ciebie. –
powiedziała również cicho. – Przeczytaj z drugiej strony. – Zrobiłam jak mi
powiedziała. Odwróciłam kartkę i przeczytałam:
Jeśli coś dla Ciebie znaczę. Spotkaj się tam ze
mną. Przed kolacją, błagam Cię. Pozwól mi wyjaśnić. D. – Przełknęłam
ślinę. Powoli podniosłam głowę patrząc na stół Ślizgonów, a później odwracając
się do mojej przyjaciółki. Wiedziałam, że była ciekawa, że chciała wiedzieć co
było na liściku. Więc podałam go jej. Przeczytała, a z każdym słowem, oczy
zwężała jeszcze bardziej. Spojrzała na mnie.
- Musimy
porozmawiać, najlepiej teraz. – szepnęła.
- Ok. –
odwróciłam się do Harry’ego, który od razu zauważył moje zainteresowanie jego
osobą i spojrzał na mnie. – Harry?
- Tak, słońce?
- Idę z
Hermioną do łazienki. Pójdziecie z Ronem bez Nas na transmutację? Spotkamy się
u McGonagall.
- Dobrze,
tylko się nie zgub. – powiedział z uśmiechem i pocałował przelotnie. Kiedy
wstawałam za Hermioną, spostrzegłam, że spojrzał na Malfoya, ale po chwili
pogrążył się znowu w rozmowie z chłopakami. Ja jednak spojrzałam na stół
Ślizgonów. Malfoy siedział z Parkinson, chyba się o coś kłócili. A co mnie to.
Poszłam za Hermioną. Kiedy wyszłyśmy z Wielkiej Sali, udałyśmy się do jakieś
pustej klasy. Weszłam pierwsza, Hermiona za mną. Rzuciła na drzwi zaklęcie, aby
nikt nas nie podsłuchał.
- O co chodzi
z tym Malfoyem? Czego on od Ciebie chce? Spotkałaś się z Nim? – zadawała
pytania.
- Spokojnie
Hermiono. Już Ci mówię. Ale błagam nikomu o tym nie mów. Ok.? Nawet Harry’emu.
- Mów co się
dzieje - nalegała. Westchnęłam i zaczęłam jej opowiadać wszystko, co miało
miejsce dnia poprzedniego. Trochę się bałam, ale miałam już tylko ją. Kiedy
skończyłam, spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Żartujesz,
prawda? Nie całowałaś się z Nim?
- Nie ja z Nim
tylko on mnie, a ja miałam za mało rozumu w głowie, aby go walnąć. Nic dla mnie
nie znaczy. Nie obchodzi mnie on. I nigdzie nie pójdę. Kocham Harry’ego i nie
będę robić z siebie wariatki.
- Laura, ale
to Malfoy. Jak mogłaś go dopuścić tak blisko?
- Posłuchaj,
miałam doła. Skąd mogłam wiedzieć, że tak to się skończy. Nie wierzę mu. Nie
wierzę w ani jedno słowo. Wiesz co, albo pójdę tam i powiem mu, żeby się ode
mnie odczepił, żeby dał mi spokój. A Ty pójdziesz ze mną.
- Uważam, że nie
powinnaś iść tam w ogóle. Nie idź tam. Odpuści jak nie przyjdziesz. Obiecaj, że
nie pójdziesz.
- Ok.,
obiecuję. – powiedziałam. Uśmiechnęłam się do Niej. Tylko ona mi została, moja
najlepsza, przyjaciółka. Zaczęłam płakać.
- Ciii…
Wszystko kochana będzie dobrze. Zobaczysz. – powiedziała podchodząc i przytulając
mnie.
- Hermiono,
poza Tobą nie mam nikogo już. Ty jesteś jak moja siostra. Cieszę się, że Cię
mam. Przepraszam, że nic Ci nie powiedziałam.
- Nie szkodzi.
Ale pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję. –
powiedziałam. – Mogłabym Cię prosić, abyś nikomu nie mówiła? Nie chcę aby Harry
wiedział, wiesz jaki on jest.
- Ode mnie
niczego się nie dowie.
- Dziękuję Ci…
Naprawdę nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.
- Oj tam,
przestań – powiedziała, uśmiechając się.
Nie
poruszyłyśmy już tego tematu. Poszłyśmy na transmutację. Jak zwykle siedziałam
obok Hermiony, za sobą miałyśmy Harry’ego i Rona. Harry nachylił się do mnie.
- Wszystko w
porządku? – Spytał.
- Tak… To
znaczy nie do końca, ale jakoś się trzymam. – chyba zrozumiał, że miałam na
myśli moich rodziców. Prawdziwy powód był inny, ale jak mogłam mu to powiedzieć?
Że zdradziłam go? Nie potrafiłam… Bo wyszedł ze swojej ławki i mnie przytulił. Do
oczu zaczęły mi się cisnąć łzy. Niestety nie dane Nam było pozostać w tym
uścisku, bo do klasy weszła McGonagall. Zajęcia minęłyby nawet dobrze, gdyby
nie to, że ta cholerna Ślizgonka Parkinson i jej koleżaneczka, usiadły przed
Nami. Po skończonych zajęciach odwróciła się do mnie, Harry z Ronem pobiegli
szukać Deana Thomasa, więc w klasie byłam tylko z Hermioną.
- Odwal się od
mojego chłopaka, Prewett. – syknęła. Spojrzałam na Nią zaskoczona. Ale w tej
chwili podszedł do Niej Malfoy.
- Idziesz? –
spytał. A ona rzuciła mi ostatnie spojrzenie i poszła. Obejrzałam się za Nimi.
Malfoy nie patrzył na swoją dziewczynę, ale na mnie. Jego oczy były smutne.
Hermiona spojrzała również na Nich.
- Daj spokój.
Ona nawet Ci do pięt nie dorasta – powiedziała do mnie.
- Nie o to
chodzi. Dlaczego on się mnie nagle uczepił?– powiedziałam i wyszłam za
przyjaciółką. Poszłyśmy do pokoju wspólnego, kiedy usiadłam w fotelu, od razu
odpłynęłam i zasnęłam.
* * *
Siedziała tak blisko, a jednak tak daleko. Widział
ją. Ciągle spoglądał w jej stronę. Siedziała z głową opartą o Pottera, palanta
który gadał z kumplami. Jej wzrok był nie obecny. Oczy nie miały żadnego
blasku, jak zwykle. Była, albo zmęczona, albo cos ja gryzło…
Draco cały czas pamiętał, jak płakała w pociągu.
Musiała bardzo przeżyć śmierć rodziców. Sam sobie nie wyobrażał, zostać bez swoich,
mimo, że teraz nie miał najlepszych relacji z Nimi... Potter od czasu do czasu
musnął jej głowę pocałunkiem, na co ona reagowała automatycznie uśmiechem.
Nie mógł sie powstrzymać i wysłał do Niej sowę.
Granger ja odebrała. Kurde nie tak miało być. Odebrała list, chyba go przeczytała.
Tego nie wiedział, szturchnęła dziewczynę, która zamrugała kilka razy i spojrzała
na Nią z pytaniem. Zobaczył jak ta szlama wypowiedziała jego imię. Cicho, na co
tamta spojrzała za nią w jego kierunku. Udał, ze patrzy w śniadanie, którego
nawet nie tknął.
Po chwili wstały. Prewett jeszcze co powiedziała do
Pottera, ten się uśmiechnął i pocałował ją w czubek nosa. Odwzajemniła uśmiech
i odeszła. Miał ogromna ochotę pójść za Nimi. Ale niestety Parkinson juz siadała
kolo Niego.... Chciał odejść, ale nie z Nią te gierki.
- Draco co się z Toba dzieje? - spytała go.
- Nic, a co ma się dziać?
- Ciągle gapisz się na Pottera, a raczej na Prewett. O co chodzi? Chyba należą
mi sie jakieś wytłumaczenia?
- Pansy daj mi spokój.
- A niby dlaczego? Jestem Twoją dziewczyną. Chcę wiedzieć, czemu ciągle
obserwujesz tą lalunie Pottera.
- Nie nazywaj jej tak - warknął.
- No chyba mi nie powiesz, ze ona Ci się podoba.
- Nawet jeśli, to, to nie Twój interes.
- Jak to nie mój? Jestem Twoją dziewczyną, a Ty oglądasz sie bez przerwy za
inną.
- Jak zaraz się nie zamkniesz, to nie będziesz juz moja dziewczyną - rzucił.
Wiedział, że będzie za Nim latać. Wiedział, że temat zamknięty, a ona go już
nie poruszy, bo będzie się bała, że ja zostawi. Chociaż... Nie byłoby to takie złe.
- koniec tematu. - powiedział i zaczął się podnosić od stołu. Granger i Prewett
znikły mu z oczu.
- Draco.... Przepraszam - powiedziała. Nawet na Nią nie spojrzał, tylko odszedł.
Odszedł gdzieś, gdzie będzie mógł w spokoju pomyśleć.... Gdzieś, gdzie będzie
wolny... Pokój Życzeń.... Wpadło mu do głowy i poszedł na siódme piętro, aby zacząć
rozmyślać....
* * *
Wracałam właśnie zmęczona do dormitorium.
Hermiona zostawiła mnie samą w bibliotece, bo udzielała komuś korków, w naszym
pokoju wspólnym. Wspinałam się po schodach i myślałam, co by było gdybym jednak
poszła się spotkać z Draco? Ale obiecałam Hermionie, zresztą sobie samej też.
Weszłam na korytarz wiodący do wieży Gryfindoru, kiedy go zobaczyłam. Stał i
czekał. Najwidoczniej na mnie. Powoli się wycofałam, ale chyba mnie zauważył.
Na pewno mnie zauważył, bo zaczął za mną biec. Chciałam się schować, ale nie
było gdzie. I co ja mam teraz zrobić.
- Laura…
-usłyszałam za sobą. Zaczęłam biec przed siebie, ale pomyliłam korytarze i
znalazłam się w ślepym zaułku. Cholera jasna, ja to mam szczęście. – Poczekaj.
– w końcu mnie dogonił. Złapał za rękę, ale mu ją wyrwałam, spojrzał na mnie, a
ja na niego.
- Czego
chcesz!? – spytałam wkładając w to pytanie tyle jadu ile się da.
- Chciałem
porozmawiać.
- Ale ja nie
mam o czym rozmawiać z Tobą. Zapomnij o tym co się wczoraj wydarzyło. Dla mnie
to nie miało miejsca.
- Ale nie chcę
zapominać. Czy nie widzisz, że mi na Tobie zależy?
- Nie obchodzi
mnie to. Rozumiesz? Kocham Harry’ego, daj mi spokój i przestań mi mieszać w
głowie.
- Co Ty
widzisz w Potterze? Dlaczego nie chcesz poznać mnie?
- Bo nie chcę…
A teraz spadaj do siebie, do gniazda żmij, do którego pasujesz. My do siebie
nie pasujemy. A teraz wybacz, ale idę do siebie. – powiedziałam wymijając go.
Jednak on złapał mnie za rękę. – Puszczaj i nie dotykaj mnie nigdy więcej.
- Powiedz mi
co mam zrobić, abyś dała mi szanse?
- Nic. Jak
mogę dać szanse komuś, kto nigdy nie zrobił czegoś dobrego dla innych? Ja mam
swoje życie zrozum. I proszę abyś przestał mnie nękać
i nachodzić,
bo zgłoszę to do Snape’a albo McGonagall.
- A co Ci to
da? Nikt mi nic nie zrobi, za to, że się w Tobie zakochałem.
- Jak mogłeś
się we mnie zakochać, skoro Ty mnie nawet nie znasz.
- To pozwól
się poznać. Nikt nie musi o tym wiedzieć.
- Nie. Nie, to
jest nie porządku. Ja mam chłopaka, a Ty dziewczynę. A swoją drogą powiedz jej
aby dała mi spokój, bo to nie ja latam za Tobą, tylko Ty za mną.
- Jeśli
pozwolisz mi na poznanie siebie, zostawię ją. Laura, nie mogę przestać
o Tobie
myśleć. Ciągle mam Cię przed oczami, nie mogę spać i jeść… Daj mi szanse,
proszę.
- I jak Ty to
sobie wyobrażasz, co? Że zostawię Harry’ego dla Ciebie, mimo, że wiem jaki
jesteś? Zawsze Nami gardziłeś, nie możesz robić tego dalej?
- Nie, a tak w
ogóle, co on ma czego ja nie mam?
- Nie Twój
interes, nie mam zamiaru się Tobie zwierzać.
- Dlaczego
jesteś taka uparta? Co Ci szkodzi spróbować? Daj mi jeden dzień, jeśli uznasz,
że faktycznie nie jestem dla Ciebie, to wrócisz do swojego Pottera. A ja
przestanę Cię nachodzić. Przestanę zamęczać, usunę się. Nie będę Wam wchodził w
drogę.
- Dobra, ale
masz pół dnia. W sobotę, wtedy jest trening quidditha Gryfonów.
- Ok. Pójdziemy
do Pokoju Życzeń, aby nikt Nas nie podsłuchiwał, ani nikt Nas nie zobaczył.
- Dobra.
Pamiętaj masz pół dnia. A teraz z łaski swojej mnie puść, bo muszę wracać do
pokoju wspólnego. Nie chcę zarobić szlabanu w pierwszy dzień.
- Nie
zarobisz, jesteś z prefektem. – powiedział uśmiechając się uroczo.
Odwzajemniłam uśmiech. I już odchodziłam, kiedy przyciągnął mnie do siebie
i pocałował w
policzek. – Do zobaczenia jutro. – powiedział i odszedł. Kurczę ja chyba
oszalałam! Czy on zwariował? Nie czy to ja zwariowałam? Harry mnie zabije. No
super. Idiotka ze mnie!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz