Rozdział drugi
Hogwart… Zaraz
będą na miejscu. Wkurzał się bo Pansy bez przerwy się do Niego kleiła. Nie
podobała mu się, może kiedyś… Teraz jego myśli krążyły koło Gryfonki. Ślicznej
blondynki, której loki były jak sprężyny, nie takie cieniutkie tylko takie
grube. Śliczny nosek, trochę zadarty, pełne usta i te jej przecudne oczy.
Wyglądały jak turkus, ale kiedy płakała robiły się zielone. Figura jak modelka,
chociaż nie co za niska, przewyższał ją o głowę, ale mimo tego piękna… Od
zeszłego roku, bez przerwy ją obserwował, ciągle o Niej myślał… Czemu jest z
Gryfindoru, czemu nie trafiła do Slytherinu? Ogólnie panowała zasada, Gryfoni
przeciwko Ślizgonom, ale ona… Laura Prewett… straciła rodziców, Była samotna…
Potter trzeba go usunąć, bo niby jak ma zdobyć to czego tak pragnie?
Kiedy
przechodził wtedy koło tego przedziału i zobaczył ją płaczącą, nie dał rady.
Musiał wejść i ją pocieszyć. Pocałował ją a ona jego, było cudownie, ale jak
tylko ktoś się o tym dowie, będzie miała ciężkie życie. Wiedział bowiem jakie
piekło zgotują jej Gryfoni, a nie chciał tego. Chciał się nią opiekować, Chciał
być jej ostoją, przyjacielem… nie, nie przyjacielem… kimś więcej… Gdyby tylko
tak często nie trzymała się tej szlamy Granger, mógłby ją mieć dla siebie…
Musiał ją od Nich oderwać… Chciał ją tylko dla siebie… Nikogo nigdy tak nie
pragnął jak jej…
- Draco
idziesz? – spytała Pansy, czekając w drzwiach.
- Nie, muszę
coś znaleźć, idź spotkamy się w zamku. – widział, że jej się to nie spodobało,
ale miał to w nosie. Laura, gdyby tylko udało mu się wykraść z Nią jeszcze chwilę…
Odczekał chwilę i wyszedł z pociągu na peron. Zobaczył blond włosy jakiś
kawałek przed Nim, szła z Granger i Potterem za rękę. No tak, a jakby inaczej.
Eh… Zobaczył, że wchodzą do powozu nie wiele myśląc wyjął różdżkę i
wycelował w jej torbę. Ta pękła w szwach. Zadowolony z siebie powoli do
niej podchodził. Usłyszał strzęp rozmowy.
- … idź
Hermiono, pojadę następnym, spotkamy się w zamku…
- … jesteś
pewna…?
- …tak,
idźcie… - Szlama się odwróciła i poszła do powozu, w którym już zniknął Potter.
Co za bałwan zostawił swoją dziewczynę nie czekając na Nią. W tym samym
momencie, gdy Granger zatrzasnęła drzwiczki powóz ruszył. Zauważył Pottera
wychylającego się przez okno. Ale nie mógł już nic zrobić. Był już za daleko.
Dziewczyna kucała, zbierając swoje rzeczy. Draco przyśpieszył nieco.
- Może Ci
pomóc? –spytał
- Dzięki, dam
radę… Kurczę nowa torba… - wyciągnęła różdżkę stuknęła w torbę i ta się
naprawiła sama, popakowała rzeczy spowrotem do niej.
- Idziesz? Tu
jest wolna dorożka… Może pojedziemy razem? – zapytał, modląc się aby się
zgodziła.
- Jasne. Czemu
nie. – I ruszyli razem w stronę powozu. Ramię w ramię. A on czuł się cudownie,
miał pół godziny tylko z Nią.
* * *
Uczta jak co
roku była niesamowita. Siedziałam obok Hermiony, wspominając te chwile sam na
sam z Draco. Siedzieliśmy obok siebie, w pewnym momencie przygarnął mnie do
siebie. Byliśmy przez większość drogi przytuleni do siebie. Gdy zbliżaliśmy się
do bram Hogwartu, musieliśmy się odsunąć od siebie. Ani ja, ani on, nie
chcieliśmy aby ktoś z naszych znajomych się dowiedział, że coś zaczyna Nas
łączyć. Przynajmniej jeszcze nie był to czas.
Ceremonia
przydziału ciągnęła się nie miłosiernie. Nie cieszyłam się z innymi, na
przyjęcie nowych Gryfonów. Nie zwracałam na to w ogóle szczególnej uwagi.
Patrzyłam się na blondyna, który co jakiś czas zerkał w moją stronę, ale jego
twarz nie wyrażała żadnych emocji. Wiedziałam, że ta maska, jest tylko po to
aby nikt się nie zorientował. W pewnym momencie usłyszałam jak ktoś powiedział.
- Czemu ten
Malfoy bez przerwy tu zerka? – w pytającym rozpoznałam Rona.
- A kto go tam
wie? – odpowiedział Harry, patrząc również na Malfoya, ale również zerkając w
moją stronę. Ja natomiast udałam, że przyglądam się Ceremonii przydziału, mając
tylko nadzieję, że nie zacznę się czerwienić. Aby udać, że mnie nic nie
interesuje ich gadanie, zdjęłam gumkę do włosów z nadgarstka i związałam włosy
w koński ogon.
- Laura, czego
chciał od Ciebie Malfoy? Widziałem jak wychodził z przedziału, w którym
siedziałaś. – powiedział do mnie Harry. A we mnie aż się zagotowało. Spojrzałam
na Niego i wszystko przewróciło mi się w żołądku.
- Niczego ode
mnie nie chciał. Pomylił przedziały.
- I
pozasłaniał zasłony w przedziale?
- A co mnie to
obchodzi? Najwidoczniej myślał, że jest pusty, zaraz z Niego wyszedł. –
powiedziałam najspokojniej jak tylko się dało. A co niby miałam mu powiedzieć,
że rzucił się na mnie i zaczął się ze mną całować? Na samą myśl o tym zaczęłam
się czerwienić. Nie uszło to uwadze Harry’ego.
- Hmm… Skoro
tak uważasz.
- A co to niby
ma znaczyć!? Sugerujesz coś? – spytałam, a do moich oczu zaczęły napływać łzy.
Byłam zdenerwowana, ale czułam, że Harry coś wie, albo coś widział.
- Nic, tak się
po prostu zastanawiałem, czemu on się ciągle koło Ciebie kręci.
- Nie zauważyłam.
Daj już spokój z tym Malfoyem. Ok.? – spytałam, a on się na mnie spojrzał
i przyciągnął przytulając, ale zauważyłam, że robiąc ten gest patrzył prosto na
Malfoya, który akurat spojrzał w Naszą stronę. Spuściłam głowę, ale wtedy Harry
podniósł mój podbródek i pocałował. Ale czułam, że jest to tylko na pokaz.
Zdenerwowałam się, ale tego nie okazałam. Nie poczułam nic, inaczej było kiedy
to Malfoy mnie całował.
- Harry,
przestań. – powiedziałam delikatnie go odsuwając. Odsunął się troszkę, ale cały
czas był zły i miał napięte mięśnie, czułam jak mi ściska rękę. Spojrzałam na
Malfoya, który już ani razu nie spojrzał w moją stronę. W końcu wstał
Dumbledore powiedział kilka słów
i na stołach pojawiło się jedzenie. Wtedy
Harry mnie puścił, aż odetchnęłam z ulgą, ale czułam, że ręka mnie boli
niesamowicie. Po kolacji Harry nieco się rozluźnił, ale jakoś nie chciało mi
się wierzyć, że już nie jest zdenerwowany. No, ale to się jeszcze okaże.
Skierowaliśmy się w stronę wyjścia z Wielkiej Sali. Ron z Hermioną poszli po
pierwszorocznych, a ja zostałam sam na sam z moim chłopakiem. Wiedziałam, że
każda chciałaby być na moim miejscu, ale ja chciałam być teraz na miejscu innej
dziewczyny w tym zamku… eh… Kiedy wyszliśmy, skierowałam się w kierunku
schodów, aby udać się do naszej wieży, ale Harry mnie przytrzymał.
- Chcę z Tobą
porozmawiać. – powiedział, gdy spojrzałam na Niego zaskoczona.
- O co chodzi?
– spytałam już zmęczona. Marzyłam znaleźć się tylko w swoim dormitorium
i zasnąć.
- Laura, czy
Ciebie i Malfoya coś łączy? – spytał nie obijając w bawełnę, widziałam, że jest
zły. Widziałam, że zaciska szczęki. Stchórzyłam, jak mogłabym mu powiedzieć coś
takiego? Że całowałam się z jego największym wrogiem.
- Nie, no coś
Ty. Malfoy i ja? Nie. – odpowiedziałam, w tym momencie przeszedł koło Nas
właśnie Draco z resztą swojej świty. Uśmiechając się kpiąco. Spojrzał na mnie,
później na Harry’ego i powiedział.
- Pilnuj jej
Potter. Ostatnio budzi duże zainteresowanie wśród facetów. – powiedział i się
zaśmiał na odchodne.
- Wal się
Malfoy i odczep się od niej. Myślisz, że
nie widzę jak na Nią patrzysz?– syknął.
- Nie będziesz
mi mówił co ja mam robić, Potter. Spadamy chłopaki, trzeba gołąbeczków zostawić
samych sobie. – poczułam się fatalnie. Bo wiedziałam, że Malfoy chce wkurzyć
Harry’ego, ale zaczęłam czuć, że może nie o to chodziło… Może chciał mieć na
mnie haczyk? Aby może mnie szantażować? Albo, żeby zrobić na złość Harry’emu, a
ja stałam się tylko narzędziem do walki? Jaka ja jestem naiwna… Pewnie w ogóle
go nie obchodzę… Zabawił się mną… Poczułam, jak Harry mnie pociągnął, i w sumie
prawie na samą górę wciągnął po schodach. Kiedy stanęliśmy pod portretem Grubej
Damy, zanim podał jej hasło powiedział do mnie.
- Może Ty tego
nie widzisz, ale ja widzę. Malfoy się do Ciebie przystawia. Chcę abyś była ze
mną szczera. Wierzę Ci, że nic się między Wami nie wydarzyło, nie mniej jednak,
proszę abyś trzymała się od Niego z daleka, ok? – powiedział, a ja jak głupia
odpowiedziałam tylko.
- Ok.
No i świetnie… Co ja mam zrobić? Potrzebuję pogadać z kimś… Hermiona … Wpadło mi do głowy, ona na pewno
mi pomoże, zaraz po tym jak mnie zabije, ale na pewno mi pomoże… Miejmy
nadzieję…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz