Rozdział szósty
Pierwszy mecz quidditha. Harry wychodził właśnie ze swoją drużyną na boisko. Zauważył Laurę siedzącą z Hermioną. Nie pomachała mu, nie
zrobiła żadnego gestu. Siedziała na trybunach, tylko
dlatego, ze Hermiona ją zmusiła. Odkąd sie rozstali, ciągle myślał, co by tu zrobić, aby wróciła? Przypomniał sobie jej słowa, że woli Ginny i quidditha... Ginny, pomyślał znowu... Nie, nic nie czuł... Chyba, nie to nie możliwe. Kiedy Laura z Nim zerwała, od razu poszedł do Hermiony, która wcale
nie poprawiła mu humoru. ,, Dziwie sie, że i tak, tak długo wytrzymała. Harry, czy jakiś tłuczek uszkodził Ci mózg? Teraz, jeśli chcesz ją odzyskać, to lepiej sie postaraj" - powiedziała, o dziwo była na Niego zła. ,, Może zajmij sie Nią, a nie lataniem za Ginny." Wyprowadziła go z równowagi. ,, O czym Ty mówisz? Ginny
to moja przyjaciółka, Twoja też, zresztą".
Hermiona spojrzała na niego, jak na robaka. Spakowała
rzeczy i poszła do siebie.
Od tamtej pory wychodził z
siebie, aby odzyskać Laurę. Wszystko na nic. Jego rozmyślania, przerwała Pani Hooch. Wtedy uzmysłowił sobie, z kim grają. Na przeciw stał Malfoy i reszta Ślizgonów. Wezbrała w Nim taka nienawiść, jak nigdy dotąd. Wszystko przez tego palanta. To on
zaczął mu ją powoli odbierać.
- Kapitanowie, podać sobie ręce - poleciła Pani Hooch. Harry podał rękę, kapitanowi Ślizgonów, nie spuszczając z oczu
Malfoya. - Na mój gwizdek. Start. - Wystartowali. Wzbił się w górę. Zobaczył Malfoya nie daleko. Podleciał do
niego.
- Odwal sie od Laury.
- Spadaj Potter. To, że Prewett w końcu zmądrzała, było tylko kwestia czasu.
- Namieszałeś
jej w głowie. Nagadałeś
bajeczek o mnie i o Ginny. Jesteś śmieciem Malfoy.
- Nie wydzieraj sie tak, Potter. Malo mnie interesuje Twoje życie miłosne.
A teraz z łaski swojej, żegnam wracam do gry. - odwrócił sie i odleciał.
- Pożałujesz tego.
- Powiedział rzuciwszy sie na Malfoya. - Harry był zły. Nie zły
to za małe słowo. Był wściekły. Usłyszał komentatora Lee Jordana.
- Dalej, Potter przyłóż mu!
- Panie Jordan, a cóż to ma znaczyć!?- krzyknęła na Niego
McGonagall.
- Potter, Malfoy na dół!!! - usłyszał Panią Hooch. W końcu
puścił Malfoya i skierował sie do nauczycielki. - A NIBY CO TO MIAŁO ZNACZYĆ? -
krzyknęła. - Minus pięćdziesiąt punktów dla Gryfindoru i Slytherinu. To jest quiddith! Nie pokaz mugolskiego boksu. Obaj
macie tydzień szlabanu. I jeszcze jeden taki wybryk, a osobiście dopilnuję, aby
Was wylano!!! - krzyczała na Nich. Był zły, bo nie
chciał opuścić Hogwartu, przez tego, śmiecia Malfoya. - Wracać do gry! -
odwrócił się na pięcie i syknął.
- To jeszcze nie koniec, Malfoy.
- Już się boję, bliznowaty - odpowiedział mu.
Harry był wściekły. Nie mógł się skupić na grze. Gryfoni
mieli sto osiemdziesiąt do dwudziestu. Wtedy usłyszał wrzask radości. Po
przeciwnej stronie boiska, Malfoy właśnie wyciągał rękę po znicza. Harry
wiedział, że już za późno. Nie doleci do niego, nawet na swojej
błyskawicy. Harry czuł się strasznie.
Pierwszy raz nie złapał znicza. Pierwszy raz, nie licząc tego z trzeciej klasy, gdy spadł z miotły. Na szczęście wygrali, dziesięcioma
punktami. Nienawidził Malfoya jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.
Wszyscy ruszyli do zamku. On pozostał. Nie miał ochoty iść. Zaczął latać wokół
stadionu, nie zwracając na nic uwagi. Oddał się całkiem temu. Nie wiedząc, że
ktoś go obserwuje. Ktoś kto cieszy się z jego podwójnej
porażki.
* * *
Stał w ukryciu. Bawiąc się zniczem, którego nie tak dawno
złapał. Widział Pottera dokładnie. Mógłby rzucić na Niego jakąś klątwę. Ale wiedział, że
gdyby to tylko zrobił, Laura
na sto procent, by do Pottera wróciła. A tego
nie chciał. Tak jest dobrze. Mógłby go zrzucić z miotły, ale nie jest mordercą.
Odwrócił się i wrócił do zamku.
* * *
Miałam go coraz bardziej dość. Latał za
mną i truł mi, że chce wrócić. Najpierw było mi ciężko, podejmując tą decyzję.
Ale z biegiem czasu, zaczęłam nawet się cieszyć. Nie musiał się ukrywać z
niczym. Oczywiście nie spotkałam się z Malfoyem, ale ciągle o Nim myślałam.
Chciałam się z Nim spotkać i porozmawiać. Taka okazja mogła się przydarzyć w
ten weekend. A mianowicie było wyjście do Hogsmeade. Jednak przez Harry’ego
nici z tego. Przez ten durny mecz, miał razem z Draco szlaban. Byłam wściekła,
ale co mogłam na to poradzić? Póki co, tylko Hermiona o tym wiedziała. Nie była
zadowolona, ale mnie wspierała. Nie lubiła Malfoya, ale wiedziała, że mi na tym
zależy. Chciałam poukładać swoje sprawy. Chciałam wiedzieć, co do kogo czuję. A
było ciężej z tym, że Harry nie odstępował mnie na krok. Nawet dopuścił się
tego, że dorwała mnie Ginny. Właśnie szłam na kolację z Hermioną, kiedy mnie
dogoniła.
- Laura, co Ty
robisz? – spytała.
- A co? Idę na
kolację, chyba widzisz?
- Nie o tym
mówię, chodzi mi o Harry’ego.
- A co z Nim?
- Daj mu
szansę… On Cię kocha… Naprawdę.
- Ginny,
dałabyś spokój. Po pierwsze obie dobrze wiemy, że Ty cały czas masz świra na
jego punkcie. Po drugie, nie będę o tym z Tobą rozmawiała.
- Hermiono, a
co Ty o tym myślisz? – spytała znienacka.
- Wiesz Ginny…
Ja uważam, że to tylko Laury sprawa. A i że, akurat nie Ty powinnaś z Nią o tym
rozmawiać. Szczególnie, że kochasz Harry’ego.
- Wcale nie
kocham Harry’ego! – oburzyła się.
- Nie? Jakoś inne
odebrałam wrażenie.
- Tak ale to
było wcześniej. Teraz chcę aby był szczęśliwy. A teraz ciągle nawala.
- Trudno. Ja
nie chcę kogoś, kogo interesuje drużyna i quiddith bardziej ode mnie. W
ostatnim czasie, więcej czasu spędził z Tobą niż ze mną.
- Bo był mecz.
Chcieliśmy pokonać Ślizgonów.
- Jakoś nie
bardzo Wam to wyszło,co? Zresztą Ginny, jeśli chcesz masz drogę wolną. Ja nie
stanę Ci na Niej.
- Ale on mnie
nie chce. – powiedziała z łzami w oczach. – Chce Ciebie, nie mnie.
- Ginny,
Laura, uspokójcie się. W tej chwili żadna z Was nie ma racji. Przede wszystkim
Ginny, to ma być jej decyzja. Podjęta samodzielnie, a nie przy wpływie kogoś
innego. A Harry musi to uszanować. A nie oszukujmy się, Harry też coś do Ciebie
czuje. Ale teraz jest urażone jego ego. Dlatego walczy o Laurę. – powiedziała
Hermiona. Spojrzałam na Nią. Uzmysłowiłam sobie, że mówi prawdę. Zawsze
chodziło o Ginny. Nie o to, że jestem o Nią zazdrosna. Jak zaczęłam być z
Harrym nie wiedziałam o tym, że ona jest w nim zakochana. Gdybym wiedziała,
pewnie inaczej by się wszystko by się potoczyło. Wszystko przez tą śmierć
Syriusza i moich rodziców… Tak jakoś wyszło… Ale teraz wiedziałam, że jesteśmy
od siebie różni, że nie pasujemy do siebie. To Ginny powinna być na moim
miejscu. Od początku to powinna być ona. Pamiętałam kiedy staliśmy się parą…
Wszystko prze przypadek… A nie tak powinno być. Ja nawet nie byłam z Nimi wtedy
w Ministerstwie, leżałam w skrzydle szpitalnym. Miałam ospę i Pani Pomfrey
odizolowała mnie od wszystkich. Fakt, faktem, że trwała u mnie raptem trzy dni,
ale trwała. A oni w tym czasie, polecieli do Ministerstwa Magii. Kiedy Harry
wrócił, był tak załamany, że nie mogłam na Niego patrzeć. Z żalu wszystko się
we mnie skręcało. Wtedy przypadkiem trafiłam na Niego, na korytarzu.
Przytuliłam go, nic nie mówiłam. Kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam, że pękł.
Zaczęły Nim trząść dreszcze. Usiedliśmy pod ścianą. Cały czas nic nie mówiłam.
Chciałam, aby to był moment uczczenia pamięci Syriusza. Aby wiedział, że jestem
z Nim. Wtedy ku mojemu zdziwieniu mnie pocałował. Kiedy skończył, powiedział
tylko ,, nie opuszczaj mnie”. Zostałam, zostałam, bo mnie potrzebował, kilka
tygodni później, ja potrzebowałam jego. Ale teraz… Nie wiem już, czy aby na
pewno to miało tak wyglądać. Gdyby na tym korytarzu wtedy znalazła się Ginny,
zamiast mnie. Czy byłby z Nią? Czy na pewno chciał, abym to była ja? Nie wiem…
Nie wiedziałam
i ciężko było
mi stwierdzić… Musiałam się zastanowić… Nie… Musiałam z Nim
o tym
porozmawiać. Przestać go unikać, a z Nim porozmawiać… Może faktycznie nie o
mnie chodziło, może po prostu się do mnie przyzwyczaił. Przyzwyczaił z myślą,
że jestem…
- Muszę z Nim
porozmawiać, gdzie on jest, Ginny? – spytałam. Hermiona spojrzała na mnie. –
Później Ci wyjaśnię.
- Jest w
pokoju wspólnym.
- Ktoś z Nim
siedzi?
- Nie jest
sam.
- Chodź ze
mną.
- Że jak? Ja?
- Tak Ty.
Hermiono, później Ci wszystko wyjaśnię.
- Dobra spoko.
Idę coś zjeść, bo padam z głodu. – odeszła w kierunku Wielkiej Sali. A ja z
Ginny pobiegłam do pokoju wspólnego. Siedział tam sam. Przygnębiony.
- Harry,
musimy porozmawiać. – spojrzał na mnie i na Ginny, która posłała mu zdumione
spojrzenie. Skinął głową na znak, że ok. – Harry uważam, że nigdy mnie nie
kochałeś… Nie przerywaj mi – powiedziałam, widząc, że już otwiera usta, aby
zaprzeczyć. – Pamiętasz jak staliśmy się parą? Wszystko przez przypadek. Ja
wiem, jest to dla mnie równie trudne. Ale wydaje mi się, że kochasz kogoś
innego, ale do mnie się przyzwyczaiłeś. Oboje w tym czasie potrzebowaliśmy
siebie. Ale nie jako tej drugiej osoby, ale jako przyjaciela… Harry Ty kochasz
Ginny, zawsze tak było. Ale ja się wtedy napatoczyłam. Sam pomyśl. Zawsze
dobrze się bawiliście razem, ja byłam i jestem molem książkowym jak Hermiona.
Macie wspólne zainteresowania, a ja, nie cierpię quidditha. Kocham Cię, ale nie
tak. Przyznaj, że mam rację. To nie chodziło o mnie, a o nią. – wskazałam na
Ginny. Była zszokowana, ale się nie odzywała.
Harry spojrzał na Nią, ona na Niego i wtedy byłam pewna. Oni powinni być
razem. Tak powinno być od początku… A ja im się wtrąciłam…
- Laura… A co
jeśli się mylisz? Skąd masz to pewność? – spytał.
- Nie wydaje
mi się. Widzę jak na siebie patrzycie. Na mnie nigdy w ten sposób nie
patrzyłeś. Widzę jak rozmawiacie, nie odrywacie od siebie wzroku. Z Nami tak
nie było…
- W sumie
ostatnio też o tym myślałem, co mi powiedziałaś. Faktycznie mam Ginny ciągle w
głowie. Ciągle o Niej myślę.. Ciągle myślę o Tobie. – powiedział to już do
Niej, nie do mnie. Spojrzałam na Nich. Ginny Podeszła do Niego. Harry wstał.
Teraz byłam pewna. Oni pasowali do siebie jak ulał… Ja nie pasowałam do Niego.
Wyszłam powoli z wieży. Szłam na kolację. Moje myśli krążyły wokół tego, co
właśnie zrobiłam. Tak powinno być…
- Laura… -
usłyszałam za sobą… Głos który tak pragnęłam usłyszeć. Głos należący do Niego.
Do Draco… Co z tego wyjdzie? Nie wiem… Odwróciłam się powoli, stał ze swoim kpiącym
uśmieszkiem, ale wydawał mi się przecudowny. Uśmiechnęłam się. Marzyłam aby do
mnie podszedł… Co też uczynił. Nie wiem kiedy, ale zarzuciłam mu ręce na szyję…
- Tu jesteś.
–powiedziałam- Myślałam, że mnie unikasz.
- Ciebie? Coś
Ty… Powiedziałem, że nie pozwolę Ci tak łatwo odejść. – powiedział wtulając
twarz w moje włosy. – Chodź. – pociągnął mnie za rękę. Poszliśmy na siódme
piętro, do Pokoju Życzeń. Tu zaczęła się Nasza historia. Nasza miłość, która
wiele zniosła. I która zniesie o wiele więcej…
* * *
Laura miała rację. – pomyślał. Gdyby
nie to, nigdy nie byłby z Ginny. Nic nie ułożyłoby się tak jak teraz. Wiedział,
że ona spotyka się z Malfoyem. Cała szkoła o tym huczała, ale szanował jej
decyzję. Dorwał kiedyś Malfoya i mu powiedział, że jeśli kiedykolwiek ją
skrzywdzi, to go popamięta. Jednak nawet ich relacje, stały się bardziej
znośne. Malfoy, nie dogryzał już im. Zaczął nawet do Hermiony odzywać się w
miarę po ludzku. Tu wiedział, że palce w tym maczała Laura. Z Hermioną dalej
były nie rozłączne. Dużo siedziały w bibliotece, czasami Malfoy im towarzyszył.
Hermiona znosiła jego towarzystwo. Natomiast Ron, za każdym razem gdy widział,
Laurę z Malfoyem, robił się czerwony na twarzy i zaciskał ręce w pięści. Harry
uważał, że przyjaciel nieźle przesadza, gdyż Laura była tylko jego kuzynką.
Wiedział, że dopiero się do Niej dobierze w Święta, gdy wszyscy pojadą do Nory.
Jednak on, Harry przyrzekł sobie, że stanie w jej obronie. Dzięki Niej, był
szczęśliwy z Ginny. W końcu odnalazł szczęście. Wiedział jednak, że niedługo,
będzie musiał też zmierzyć się z gorszym losem niż, wkurzony Ron, czy odejście
Laury do Malfoya. Gdzieś tam dalej czyhał na Niego Voldemort, a on musi go
pokonać. Nigdy Laurze nie powiedział, o tym… Nie chciał jej martwić. Lepiej aby
tak pozostało. Chronienie jej weszło mu w nawyk…
Następny rozdział za jakiś czas... Mam nadzieję, że się podoba, ale nie myślcie, że będzie kolorowo :D o to to nie :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz