czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział szósty


Rozdział szósty

Pierwszy mecz quidditha. Harry wychodził właśnie ze swoją drużyną na boisko. Zauważył Laurę siedzącą z Hermioną. Nie pomachała mu, nie zrobiła żadnego gestu. Siedziała na trybunach, tylko dlatego, ze Hermiona ją zmusiła. Odkąd sie rozstali, ciągle myślał, co by tu zrobić, aby wróciła? Przypomniał sobie jej słowa, że woli Ginny i quidditha... Ginny, pomyślał znowu... Nie, nic nie czuł... Chyba, nie to nie możliwe. Kiedy Laura z Nim zerwała, od razu poszedł do Hermiony, która wcale nie poprawiła mu humoru. ,, Dziwie sie, że i tak, tak długo wytrzymała. Harry, czy jakiś tłuczek uszkodził Ci mózg? Teraz, jeśli chcesz ją odzyskać, to lepiej sie postaraj" - powiedziała, o dziwo była na Niego zła. ,, Może zajmij sie Nią, a nie lataniem za Ginny." Wyprowadziła go z równowagi. ,, O czym Ty mówisz? Ginny to moja przyjaciółka, Twoja też, zresztą". Hermiona spojrzała na niego, jak na robaka. Spakowała rzeczy i poszła do siebie.
Od tamtej pory wychodził z siebie, aby odzyskać Laurę. Wszystko na nic. Jego rozmyślania, przerwała Pani Hooch. Wtedy uzmysłowił sobie, z kim grają. Na przeciw stał Malfoy i reszta Ślizgonów. Wezbrała w Nim taka nienawiść, jak nigdy dotąd. Wszystko przez tego palanta. To on zaczął mu ją powoli odbierać.
- Kapitanowie, podać sobie ręce - poleciła Pani Hooch. Harry podał rękę, kapitanowi Ślizgonów, nie spuszczając z oczu Malfoya. - Na mój gwizdek. Start. - Wystartowali. Wzbił się w górę. Zobaczył Malfoya nie daleko. Podleciał do niego.
- Odwal sie od Laury.
- Spadaj Potter. To, że Prewett w końcu zmądrzała, było tylko kwestia czasu.
- Namieszałeś jej w głowie. Nagadałeś bajeczek o mnie i o Ginny. Jesteś śmieciem Malfoy.
- Nie wydzieraj sie tak, Potter. Malo mnie interesuje Twoje życie miłosne. A teraz z łaski swojej, żegnam wracam do gry. - odwrócił sie i odleciał.
- Pożałujesz tego. - Powiedział rzuciwszy sie na Malfoya. - Harry był zły. Nie zły to za małe słowo. Był wściekły. Usłyszał komentatora Lee Jordana.
- Dalej, Potter przyłóż mu!
- Panie Jordan, a cóż to ma znaczyć!?- krzyknęła na Niego McGonagall.
- Potter, Malfoy na dół!!! - usłyszał Panią Hooch. W końcu puścił Malfoya i skierował sie do nauczycielki. - A NIBY CO TO MIAŁO ZNACZYĆ? - krzyknęła. - Minus pięćdziesiąt punktów dla Gryfindoru i Slytherinu. To jest quiddith! Nie pokaz mugolskiego boksu. Obaj macie tydzień szlabanu. I jeszcze jeden taki wybryk, a osobiście dopilnuję, aby Was wylano!!! - krzyczała na Nich. Był zły, bo nie chciał opuścić Hogwartu, przez tego, śmiecia Malfoya. - Wracać do gry! - odwrócił się na pięcie i syknął.
- To jeszcze nie koniec, Malfoy.
- Już się boję, bliznowaty - odpowiedział mu.
Harry był wściekły. Nie mógł się skupić na grze. Gryfoni mieli sto osiemdziesiąt do dwudziestu. Wtedy usłyszał wrzask radości. Po przeciwnej stronie boiska, Malfoy właśnie wyciągał rękę po znicza. Harry wiedział, że już za późno. Nie doleci do niego, nawet na swojej błyskawicy.  Harry czuł się strasznie. Pierwszy raz nie złapał znicza. Pierwszy raz, nie licząc tego z trzeciej klasy, gdy spadł z miotły. Na szczęście wygrali, dziesięcioma punktami. Nienawidził Malfoya jeszcze bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Wszyscy ruszyli do zamku. On pozostał. Nie miał ochoty iść. Zaczął latać wokół stadionu, nie zwracając na nic uwagi. Oddał się całkiem temu. Nie wiedząc, że ktoś go obserwuje. Ktoś kto cieszy się z jego podwójnej porażki.

* * *
Stał w ukryciu. Bawiąc się zniczem, którego nie tak dawno złapał. Widział Pottera dokładnie. Mógłby rzucić na Niego jakąś klątwę. Ale wiedział, że gdyby to tylko zrobił, Laura na sto procent, by do Pottera wróciła. A tego nie chciał. Tak jest dobrze. Mógłby go zrzucić z miotły, ale nie jest mordercą. Odwrócił się i wrócił do zamku.

* * *
         Miałam go coraz bardziej dość. Latał za mną i truł mi, że chce wrócić. Najpierw było mi ciężko, podejmując tą decyzję. Ale z biegiem czasu, zaczęłam nawet się cieszyć. Nie musiał się ukrywać z niczym. Oczywiście nie spotkałam się z Malfoyem, ale ciągle o Nim myślałam. Chciałam się z Nim spotkać i porozmawiać. Taka okazja mogła się przydarzyć w ten weekend. A mianowicie było wyjście do Hogsmeade. Jednak przez Harry’ego nici z tego. Przez ten durny mecz, miał razem z Draco szlaban. Byłam wściekła, ale co mogłam na to poradzić? Póki co, tylko Hermiona o tym wiedziała. Nie była zadowolona, ale mnie wspierała. Nie lubiła Malfoya, ale wiedziała, że mi na tym zależy. Chciałam poukładać swoje sprawy. Chciałam wiedzieć, co do kogo czuję. A było ciężej z tym, że Harry nie odstępował mnie na krok. Nawet dopuścił się tego, że dorwała mnie Ginny. Właśnie szłam na kolację z Hermioną, kiedy mnie dogoniła.
- Laura, co Ty robisz? – spytała.
- A co? Idę na kolację, chyba widzisz?
- Nie o tym mówię, chodzi mi o Harry’ego.
- A co z Nim?
- Daj mu szansę… On Cię kocha… Naprawdę.
- Ginny, dałabyś spokój. Po pierwsze obie dobrze wiemy, że Ty cały czas masz świra na jego punkcie. Po drugie, nie będę o tym z Tobą rozmawiała.
- Hermiono, a co Ty o tym myślisz? – spytała znienacka.
- Wiesz Ginny… Ja uważam, że to tylko Laury sprawa. A i że, akurat nie Ty powinnaś z Nią o tym rozmawiać. Szczególnie, że kochasz Harry’ego.
- Wcale nie kocham Harry’ego! – oburzyła się.
- Nie? Jakoś inne odebrałam wrażenie.
- Tak ale to było wcześniej. Teraz chcę aby był szczęśliwy. A teraz ciągle nawala.
- Trudno. Ja nie chcę kogoś, kogo interesuje drużyna i quiddith bardziej ode mnie. W ostatnim czasie, więcej czasu spędził z Tobą niż ze mną.
- Bo był mecz. Chcieliśmy pokonać Ślizgonów.
- Jakoś nie bardzo Wam to wyszło,co? Zresztą Ginny, jeśli chcesz masz drogę wolną. Ja nie stanę Ci na Niej.
- Ale on mnie nie chce. – powiedziała z łzami w oczach. – Chce Ciebie, nie mnie.
- Ginny, Laura, uspokójcie się. W tej chwili żadna z Was nie ma racji. Przede wszystkim Ginny, to ma być jej decyzja. Podjęta samodzielnie, a nie przy wpływie kogoś innego. A Harry musi to uszanować. A nie oszukujmy się, Harry też coś do Ciebie czuje. Ale teraz jest urażone jego ego. Dlatego walczy o Laurę. – powiedziała Hermiona. Spojrzałam na Nią. Uzmysłowiłam sobie, że mówi prawdę. Zawsze chodziło o Ginny. Nie o to, że jestem o Nią zazdrosna. Jak zaczęłam być z Harrym nie wiedziałam o tym, że ona jest w nim zakochana. Gdybym wiedziała, pewnie inaczej by się wszystko by się potoczyło. Wszystko przez tą śmierć Syriusza i moich rodziców… Tak jakoś wyszło… Ale teraz wiedziałam, że jesteśmy od siebie różni, że nie pasujemy do siebie. To Ginny powinna być na moim miejscu. Od początku to powinna być ona. Pamiętałam kiedy staliśmy się parą… Wszystko prze przypadek… A nie tak powinno być. Ja nawet nie byłam z Nimi wtedy w Ministerstwie, leżałam w skrzydle szpitalnym. Miałam ospę i Pani Pomfrey odizolowała mnie od wszystkich. Fakt, faktem, że trwała u mnie raptem trzy dni, ale trwała. A oni w tym czasie, polecieli do Ministerstwa Magii. Kiedy Harry wrócił, był tak załamany, że nie mogłam na Niego patrzeć. Z żalu wszystko się we mnie skręcało. Wtedy przypadkiem trafiłam na Niego, na korytarzu. Przytuliłam go, nic nie mówiłam. Kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam, że pękł. Zaczęły Nim trząść dreszcze. Usiedliśmy pod ścianą. Cały czas nic nie mówiłam. Chciałam, aby to był moment uczczenia pamięci Syriusza. Aby wiedział, że jestem z Nim. Wtedy ku mojemu zdziwieniu mnie pocałował. Kiedy skończył, powiedział tylko ,, nie opuszczaj mnie”. Zostałam, zostałam, bo mnie potrzebował, kilka tygodni później, ja potrzebowałam jego. Ale teraz… Nie wiem już, czy aby na pewno to miało tak wyglądać. Gdyby na tym korytarzu wtedy znalazła się Ginny, zamiast mnie. Czy byłby z Nią? Czy na pewno chciał, abym to była ja? Nie wiem… Nie wiedziałam
i ciężko było mi stwierdzić… Musiałam się zastanowić… Nie… Musiałam z Nim
o tym porozmawiać. Przestać go unikać, a z Nim porozmawiać… Może faktycznie nie o mnie chodziło, może po prostu się do mnie przyzwyczaił. Przyzwyczaił z myślą, że jestem…
- Muszę z Nim porozmawiać, gdzie on jest, Ginny? – spytałam. Hermiona spojrzała na mnie. – Później Ci wyjaśnię.
- Jest w pokoju wspólnym.
- Ktoś z Nim siedzi?
- Nie jest sam.
- Chodź ze mną.
- Że jak? Ja?
- Tak Ty. Hermiono, później Ci wszystko wyjaśnię.
- Dobra spoko. Idę coś zjeść, bo padam z głodu. – odeszła w kierunku Wielkiej Sali. A ja z Ginny pobiegłam do pokoju wspólnego. Siedział tam sam. Przygnębiony.
- Harry, musimy porozmawiać. – spojrzał na mnie i na Ginny, która posłała mu zdumione spojrzenie. Skinął głową na znak, że ok. – Harry uważam, że nigdy mnie nie kochałeś… Nie przerywaj mi – powiedziałam, widząc, że już otwiera usta, aby zaprzeczyć. – Pamiętasz jak staliśmy się parą? Wszystko przez przypadek. Ja wiem, jest to dla mnie równie trudne. Ale wydaje mi się, że kochasz kogoś innego, ale do mnie się przyzwyczaiłeś. Oboje w tym czasie potrzebowaliśmy siebie. Ale nie jako tej drugiej osoby, ale jako przyjaciela… Harry Ty kochasz Ginny, zawsze tak było. Ale ja się wtedy napatoczyłam. Sam pomyśl. Zawsze dobrze się bawiliście razem, ja byłam i jestem molem książkowym jak Hermiona. Macie wspólne zainteresowania, a ja, nie cierpię quidditha. Kocham Cię, ale nie tak. Przyznaj, że mam rację. To nie chodziło o mnie, a o nią. – wskazałam na Ginny. Była zszokowana, ale się nie odzywała.  Harry spojrzał na Nią, ona na Niego i wtedy byłam pewna. Oni powinni być razem. Tak powinno być od początku… A ja im się wtrąciłam…
- Laura… A co jeśli się mylisz? Skąd masz to pewność? – spytał.
- Nie wydaje mi się. Widzę jak na siebie patrzycie. Na mnie nigdy w ten sposób nie patrzyłeś. Widzę jak rozmawiacie, nie odrywacie od siebie wzroku. Z Nami tak nie było…
- W sumie ostatnio też o tym myślałem, co mi powiedziałaś. Faktycznie mam Ginny ciągle w głowie. Ciągle o Niej myślę.. Ciągle myślę o Tobie. – powiedział to już do Niej, nie do mnie. Spojrzałam na Nich. Ginny Podeszła do Niego. Harry wstał. Teraz byłam pewna. Oni pasowali do siebie jak ulał… Ja nie pasowałam do Niego. Wyszłam powoli z wieży. Szłam na kolację. Moje myśli krążyły wokół tego, co właśnie zrobiłam. Tak powinno być…
- Laura… - usłyszałam za sobą… Głos który tak pragnęłam usłyszeć. Głos należący do Niego. Do Draco… Co z tego wyjdzie? Nie wiem… Odwróciłam się powoli, stał ze swoim kpiącym uśmieszkiem, ale wydawał mi się przecudowny. Uśmiechnęłam się. Marzyłam aby do mnie podszedł… Co też uczynił. Nie wiem kiedy, ale zarzuciłam mu ręce na szyję…
- Tu jesteś. –powiedziałam- Myślałam, że mnie unikasz.
- Ciebie? Coś Ty… Powiedziałem, że nie pozwolę Ci tak łatwo odejść. – powiedział wtulając twarz w moje włosy. – Chodź. – pociągnął mnie za rękę. Poszliśmy na siódme piętro, do Pokoju Życzeń. Tu zaczęła się Nasza historia. Nasza miłość, która wiele zniosła. I która zniesie o wiele więcej…

* * *
         Laura miała rację. – pomyślał. Gdyby nie to, nigdy nie byłby z Ginny. Nic nie ułożyłoby się tak jak teraz. Wiedział, że ona spotyka się z Malfoyem. Cała szkoła o tym huczała, ale szanował jej decyzję. Dorwał kiedyś Malfoya i mu powiedział, że jeśli kiedykolwiek ją skrzywdzi, to go popamięta. Jednak nawet ich relacje, stały się bardziej znośne. Malfoy, nie dogryzał już im. Zaczął nawet do Hermiony odzywać się w miarę po ludzku. Tu wiedział, że palce w tym maczała Laura. Z Hermioną dalej były nie rozłączne. Dużo siedziały w bibliotece, czasami Malfoy im towarzyszył. Hermiona znosiła jego towarzystwo. Natomiast Ron, za każdym razem gdy widział, Laurę z Malfoyem, robił się czerwony na twarzy i zaciskał ręce w pięści. Harry uważał, że przyjaciel nieźle przesadza, gdyż Laura była tylko jego kuzynką. Wiedział, że dopiero się do Niej dobierze w Święta, gdy wszyscy pojadą do Nory. Jednak on, Harry przyrzekł sobie, że stanie w jej obronie. Dzięki Niej, był szczęśliwy z Ginny. W końcu odnalazł szczęście. Wiedział jednak, że niedługo, będzie musiał też zmierzyć się z gorszym losem niż, wkurzony Ron, czy odejście Laury do Malfoya. Gdzieś tam dalej czyhał na Niego Voldemort, a on musi go pokonać. Nigdy Laurze nie powiedział, o tym… Nie chciał jej martwić. Lepiej aby tak pozostało. Chronienie jej weszło mu w nawyk…


Następny rozdział za jakiś czas... Mam nadzieję, że się podoba, ale nie myślcie, że będzie kolorowo :D o to to nie :D 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz