Rozdział piąty
Ranek był
piękny. Akurat na quidditha. Harry siedział w swoim dormitorium i myślał o
zachowaniu Laury. Cos się z Nią działo. Dziwnie ostatnio się zachowywała. Jak
dotąd Zgredek się nie pojawił. Postanowił wezwać skrzata.
- Zgredek
- powiedział. Skrzat zmaterializował sie od razu.
- Witam Harry
Potter, sir.
- Słuchaj
Zgredku, czy zauważyłeś aby Malfoy kręcił się koło Laury?
- Oh...
Paniczu Harry. Zgredek widział ich tylko dwa razy. Raz Panienka Prewett
wymierzyła mu policzek. Za drugim razem o cos się kłócili.
- A wiesz o co
chodziło?
- Niestety
nie. Malfoy rzucił jakieś zaklęcie za
każdym razem, gdy widziałem go w pobliżu Panienki Prewett. Zaklęcie, którego nawet my skrzaty nie możemy obejść.
- Rozumiem Zgredku, bardzo Ci dziękuję. Czy mógłbyś mieć na Niego oko?
- Oczywiście Harry Potter, jak będę tylko mógł.
- Dziękuję. - uśmiechnął się do skrzata.
- Zgredek musi wracać do kuchni, Harry Potterze.
- Do zobaczenia Zgredku- powiedział mu, a skrzat zniknął.
O co tu chodzi? Czemu Laura nic mu nie powiedziała? - myślał. Muszę z Nią
porozmawiać - przemknęło mu przez głowę.
* * *
Nie spałam całą noc. Harry coś podejrzewa. Muszę
wszystko odwołać.
Wezwałam swojego patronusa, aby wysłać wiadomość do Malfoya.
- Nie spotkam się z Tobą dzisiaj. Harry coś podejrzewa. Zresztą nie mogę,
to nie jest w porządku wobec niego. Przykro mi. - odesłałam swojego sowiego patronusa.
Usiadłam na łóżku. Było mi głupio. Ale co innego mogłam? Tak się nie robi.
Postanowiłam o wszystkim opowiedzieć Harry'emu. Tak nie może być. Nie mogę być
nie fair wobec niego. Ubrałam sie i poszłam do dormitorium, swojego chłopaka.
Zapukałam leciutko i uchyliłam drzwi. W momencie kiedy on chciał je otworzyć.
Coś przewróciło mi się w żołądku.
- Harry? Możemy pogadać? Sami? Najlepiej idąc na spacer?
- Właśnie chciałem to zaproponować- żadnego uśmiechu, nic kompletnie.
Postanowiliśmy iść nad jezioro. Dzień był ciepły. Usiedliśmy pod jakimś
drzewem. Spojrzałam na Niego.
- Harry, proszę Cię abyś wysłuchał mnie. Abyś mi nie przerywał. Ok? - zaczęłam.
Miałam taki uścisk w klatce piersiowej i żołądku, że myślałam, że zemdleję
zaraz.
Spojrzałam na Niego, on tylko skinął głową. Zaczęłam mówić. Nie wszystko.
Aż taką idiotką nie jestem. Powiedziałam o pociągu, o łazience jak Malfoya
uderzyłam i o tym jak chciał się spotkać. Nie powiedziałam mu rzecz jasna, że
na początku też tego chciałam.
- Boję się, że Cię stracę. Ja tego chyba nie przeżyję. Najpierw rodzice, a
teraz mogę stracić Ciebie. - powiedziałam przez łzy. - Wybaczysz mi?
- Laura, nie stracisz mnie. Ale nie rozumiem, dlaczego nikomu nic nie
powiedziałaś?
- Hermiona wie, ale przyrzekła, że Ci nie powie. Chciałam sama Ci
powiedzieć.
- Rozumiem - przygarnął mnie ramieniem. - Ale Malfoya rozszarpię. Nie pozwolę,
aby jakiś Ślizgon próbował mi Ciebie zabrać.
- Daj mu spokój. Jemu najwidoczniej o to chodzi. Aby Nas skłócić. A tak to
zarobisz szlaban, a czasu dla siebie i tak mamy mało. - powiedziałam przerażona
perspektywą konfrontacji ich dwóch.
- Laura, ja mu tego nie popuszczę. Rozumiesz? Tu nie chodzi o jakąś
błahostkę, tylko o Ciebie.
- Rób jak chcesz, tylko nie wpakuj się w żadne kłopoty. Wracamy do zamku?
- Idź sama. Mam dzisiaj pierwszy trening. Muszę wybrać ścigających i
pałkarzy. Spotkamy się na obiedzie. Przyjdziesz na trening?
- Mam nasze zadania z transumutacji i eliksirów do napisania. Będę z
Hermioną
w bibliotece.
- Jesteś kochana, że to za mnie robisz - powiedział uśmiechając się.
Podszedł bliżej i mnie pocałował. - Do zobaczenia na obiedzie. - i odszedł w
kierunku stadionu, a ja ze spuszczoną głową, ruszyłam do zamku. Nie musiałam
pisać tych prac, były napisane. Ale ja nie lubiłam quidditha. Wolałam
posiedzieć i poplotkować z Hermioną w Naszym dormitarium. Levander i Parvati na
pewno nie będzie, a Emma pewnie jak zwykle będzie siedziała z tą dwójką. Szłam
tak zadumana, nogi mnie same niosły. Kiedy na kogoś wpadłam.
- Oh, przepraszam. Zamyśliłam się - powiedział podnosząc się z posadzki.
Wtedy ujrzałam Malfoya. – Czemu Ty ciągle na mnie wpadasz? Na Merlina, bez
przerwy w Ciebie wchodzę. – powiedziałam, ale zignorował moje pytanie.
- Czemu nie chcesz się ze mną spotkać? Myślałem, że wszystko ustalone. –
powiedział patrząc na mnie z wyrzutem.
- Daj mi spokój. Harry o wszystkim wie. Więc daruj sobie. Nie chcę się z
Tobą spotykać. Rozumiesz?
- No i co z tego, że Potter wie? Nie obchodzi mnie on. Tylko Ty.
- Daj mi spokój! Kocham go i przez Ciebie mogłam go stracić. Odwal się w
końcu ode mnie. Tracisz tylko czas.
- No i co z tego, że kochasz jego? Ja kocham Ciebie. I co mam tak łatwo
zrezygnować?
- Tak. Bo ja Ciebie nie chcę. Rozumiesz? Nie chcę. A teraz żegnam. -
powiedziałam odchodząc.
- Przyjdzie czas, że zmienisz decyzję. Przyjrzyj się Potterowi i tej
Weasley. Oni mają się ku sobie, a Ty zostaniesz sama.
- Nawet jeśli, to, to nie Twój interes. - krzyknęłam do Niego. Ruszyłam w
stronę wieży Gryfindoru. Aby porozmawiać z Hermioną i powiedzieć jej o
wszystkim. Zrezygnowałam z Niego, zrezygnowałam, myślałam... Da mi spokój, w
końcu, jednak na dnie serca, czułam pustkę. Tylko dlaczego? Miałam Harry'ego.
Co ze mną nie tak?
* * *
Stracił już nadzieję. Ona nigdy nie będzie jego. Nie chce go. Kocha
Pottera. Gr... Szlak go trafiał jak o tym myślał. Zemszczę się - pomyślał. -
Skoro ja nie mogę jej mieć, to on też jej nie będzie miał. Zniszczę ten ich piękny
związek. Pożałuje, że wszedł mi w drogę, a ona, że go odrzuciła. Nie na Niej
mścić się nie będę. Zawsze będę na Nią czekać. Zawsze... - Zamknął oczy i
zasnął.
* * *
Powoli zaczynał się październik. Przyniósł ze sobą chłodny wiatr i deszcz.
Siedziałam w pokoju wspólnym z Hermioną. Ciągle spoglądałam na Harry'ego i Ginny,
którzy teraz śmiali sie z jakiegoś kawału Rona. Wydawało mi się, że tych dwoje
patrzy na siebie za często. Hipokrytka ze mnie. Sama bez przerwy gapiłam się na
Malfoya. To znaczy jak nikt nie widział. Od tamtej pory ani razu ze mną nie
rozmawiał. W ogóle już nie zwracał na mnie uwagi. Czułam się tym trochę
dotknięta. Ale nie dawałam po sobie tego poznać. Z Harrym nie układało Nam się
najlepiej, albo mi się tak wydawało. Nie starał się już o mnie. Najczęściej
przesiadywał z drużyną, lub Ronem. Ja z Hermioną. Wiedziałam, że przyjaciółka
podkochuje sie w Ronie, jak i to, że nie tylko ona, bo Levander też. Ciągle o
Nim gadała w dormitorium, doprowadzając tym samym do łez moją przyjaciółkę. Nigdy
nie lubiłam ani jej ani Parvati. Spojrzałam na Hermionę, która poprawiała coś w
swoim wypracowaniu dla Slughborna. Wstałam i podeszłam do Harry'ego.
- Harry, może pójdziemy na spacer? - szepnęłam mu do ucha.
- Może później, ok?
- A nie możemy teraz?
- Laura później. Teraz omawiamy nową taktykę.
- Dobra nie chcesz to nie. - odwróciłam się do Niego i skierowałam w
kierunku dziury pod portretem. Przywołałam kurtkę, kiedy była koło Harry'ego
trzepnęłam go nią w głowę, po czym przywołałam do siebie. Poczułam jak łzy
cisną mi się do oczu. Byłam już na końcu korytarza, kiedy mnie dogonił. Nawet
nie wiedziałam, że za mną wyszedł.
- Laura, co z Tobą? Przecież powiedziałem, że później- powiedział Harry.
Powoli mnie odwrócił do siebie. - Co się stało?
- Jak to co? Nie masz dla mnie w ogóle czasu. Ciągle zajmujesz sie tylko
quiddithem. A mnie olewasz. Zresztą nie ważne. Wracaj do Ginny i żartuj sobie z
Nią, a mi daj spokój.
- Przestań to nie tak.
- No to jak? Wolisz moje kuzynostwo. Wolisz quidditha. A gdzie miejsce dla
mnie? Masz jakieś? Bo wydaje mi się, że już nie.
- Przesadzasz.
- Nie Harry, nie przesadzam. Kiedy poświęciłeś mi choć pół godziny? Nie
gadając ciągle o tym głupim quiddithu? No kiedy? Mam już tego dość. Może skoro
dogadujesz się bardziej z Ginny, to z Nią powinieneś stanowić parę? Macie
przynajmniej wspólny temat do rozmów.
- Co Ty opowiadasz? Przecież to z Tobą jestem, to Ciebie kocham.
- Ciekawe… Bo jakoś ostatnio, czuję się jak Twoja koleżanka. Wiesz co,
zróbmy sobie może jakąś przerwę… Zastanówmy się, czy aby na pewno chcemy być
parą.
- No coś Ty? Ty tak poważnie? Laura, przepraszam Cię.
- Nie Harry. Czuję, że nie jest między nami najlepiej. Już się o mnie nie
starasz. Tak jakby Ci na mnie, już nie zależało.
- Ale to nie
prawda.
- Ja nie
jestem ani głupia, ani ślepa. Ciągle wypatrujesz za Ginny. Kiedy zobaczysz ją
na korytarzu, zostawiasz mnie i lecisz do Niej. Podoba Ci się, prawda? Zresztą,
komu ona się nie podoba.
- Ginny, jest
tylko moją przyjaciółką. Z Tobą jestem. A wiesz, że nie latam za Nią, tylko
ciągle myślimy jak tu pokonać Ślizgonów w nadchodzącym meczu.
- Daj już
spokój z tym cholernym quiddithem. Czy Ty widzisz coś, poza czubek swojej
miotły?
- Laura,
przestań.
- Nie. Nie
przestanę. I chcę przerwy. Zastanów się w tym czasie, co Ty tak właściwie do
mnie czujesz.
- Ale ja nie
chcę żadnej przerwy. Obiecuję, że się zmienię.
- Rób jak
chcesz, ja już swoje powiedziałam. Będę oczywiście z Tobą rozmawiać, ale
potrzebuję czasu, aby to wszystko sobie poukładać. Przykro mi.
- Nie pozwolę
Ci odejść. Będę o Ciebie walczył.
- To się
okaże. A teraz wracaj do swoich spraw. Ja potrzebuję iść na spacer.
- Pójdę z
Tobą.
- Nie, dzięki.
Wcześniej chciałam iść z Tobą, ale teraz chcę być sama. Na razie. – i odeszłam,
zostawiając go samego. Nie wiem czy dobrze postąpiłam, ale to może da mu do
myślenia. Ileż można zabiegać o to, aby chłopak, a do tego mój chłopak, zwrócił
na mnie uwagę? Może i będę żałowała swojej decyzji, ale przynajmniej będę
wiedzieć na czym stoję… Może Malfoy miał rację. Może teraz kiedy Harry jest
wolny, Ginny to wykorzysta? No cóż, pożyjemy zobaczymy… teraz potrzebuję
spaceru. W samotności.
Rozdział krótki. Pojawił się trochę później niż planowałam, ale niestety nie miałam jakoś kiedy pisać. Jest ktoś kto w ogóle czyta? Zostawiajcie komentarze, bo nie wiem czy jest sens pisania tego tylko dla siebie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz