Rozdział siódmy
Nie wierzył we własne szczęście. W końcu jest z
Nią. Spędzają ze sobą każdą wolną chwilę. Często z Granger, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Sama szlama za dużo się do Niego nie odzywała, ale ze względu na Laurę dał sobie spokój z dokuczaniem jej. Pierwsze tygodnie były dziwne. Wszyscy o Nich gadali. Jednak później przestało, to budzić czyjeś zainteresowanie. Jednak całą sielankę zniszczyła sowa z domu, która właśnie przed Nim wylądowała. Odebrał list i przeczytał.
Dobra
robota synu. Cieszymy się z matką, że jesteś tak blisko Pottera.
Dobry ruch
w tym zjednaniu sobie córki Prewettów. Doskonale synu.
Czarny Pan jest dumny.
Ciesz się, że mamy tak zaradnego syna. Nigdy bym się
nie spodziewał,
że jesteś aż tak przebiegły. Nawet ja na to wcześniej nie
wpadłem. Już się
z matką
nie możemy doczekać Twojego powrotu na
Święta.
Wyciągnij od
Niej jak
najwięcej. Czarny Pan Nas wyniesie ponad
innych,
szczególnie po
tym jak Potter Nam umknął w Ministestwie. Dzięki Tobie to się
zmieni.
Twój ojciec
Lucjusz
Wszystko się w Nim gotowało. Jak oni mogli sądzić,
że wyda im dziewczynę, którą kocha nad życie. Nigdy. Dobrze, że Bellatrix nauczyła go oklumencji. Jakoś sobie da radę. Nie wyda jej, ani jej przyjaciół. Straciłby ją. Jeśli będzie trzeba, ucieknie z Nią. Cały czas zastanawiał
się, skąd jego rodzice wiedzieli o Nim i o Gryfonce. Myśleli, że zrobił to dla Nich. A tak przecież nie było. Kochał ją, lecz wiedział, że tak długo jak będzie żył Czarny Pan, oni jej nie zaakceptują. Musi coś wymyślić. Nie wyda mu jej, ani żadnych jej tajemnic. W czerwcu kończy siedemnaście lat. Będzie pełnoletni. Więc będą musieli albo się ukryć, albo coś w tym czasie się zmieni.Laura kończy siedemnaście lat w marcu, więc oboje będą dorośli. Ale jak ma jej o tym powiedzieć? Pomyśli, że wszystko od początku było podstępem... Nie może jej stracić. Po prostu nie może...
***
Właśnie schodziłam na śniadanie, kiedy dogonił mnie
Draco. Uśmiechnęłam się do Niego, jak zwykle odwzajemnił uśmiech, ale chyba coś się stało. Samoistnie zaciskał szczęki. Coś się stało, ale wiedziałam, że nic od Niego nie wyciągnę, chyba, że sam będzie chciał mi
powiedzieć.
- Cześć. Co tam? - spytał mój szarooki ślizgon, przysuwając mnie do siebie.
- Eh... Nic specjalnego. Jadłeś już śniadanie?
- Tak, ale mogę iść z Tobą. Jeśli chcesz. - powiedział, posyłając mi swój łobuzerski uśmiech. Już dawno przestaliśmy wzbudzać jakiekolwiek emocje wśród hogwarczyków. W pierwszych tygodniach, było koszmarnie. Moi
Gryfoni reagowali okropnie, ale nie lepiej było z innymi domami. Teraz każdy
zajmował się sobą, a nie Nami. Nawet to, że Draco siadał teraz ze mną, przy stole
gryfonów, podczas posiłków. Właśnie siadaliśmy koło Ginny i Harry'ego, kiedy
podfrunęła sowa. Nie do mnie, ale do Draco. Spojrzał na adresata i się
zdenerwował. Spojrzałam na Niego pytająco.
- Moja matka przesłała właśnie mi wiadomość. Nic takiego - powiedział
wymijająco. Nie zadawałam pytań. W końcu zapomniałam o sowie, kiedy Draco
zaczął się ze mną droczyć. Coraz
bardziej mi na Nim zależało, chyba zaczęłam go kochać...
Coraz bliżej Świąt. Jeszcze tydzień i będę wracała
do domu. Przepraszam, do wujostwa. Pierwsze Święta bez rodziców. To okropne... A jakby tego było mało, Draco zaczął się dziwnie zachowywać. Zaczął być
jakiś taki zimny. Coś się działo, czułam to.
Wiedziałam, że jego humor zaczynał się zmieniać, za
każdym razem gdy przychodziła do Niego rano sowa. Nigdy nie pytałam, kto pisze. Ale
zaczynałam mieć złe przeczucia. W końcu zaczęłam się zadręczać jego
zachowaniem. Czas płynął nie ubłaganie. Aż na dwa dni przed powrotem do Nory,
nie wytrzymałam.
- Draco? Powiesz mi w końcu co się dzieje? Czemu ciągle jesteś, taki... no
sama nie wiem. Czy coś się stało?
- Nic się nie dzieje. Wydaje Ci się.
- No właśnie, nie wydaje mi się.
- Laura, proszę Cię. Nic się nie dzieje. Po prostu nie chce mi się wracać
do domu. Mówiłem Ci we wrześniu o moich rodzicach. - Nim się spostrzegłam
zaczął mi wszystko mówić. Że rodzice chcą aby wyciągnął ode mnie ile się da. Że
myślą, że jest ze mną tylko dla informacji o Harrym i Dumbledorze. Że nie wie
co ma zrobić? Jak ma mnie ochronić przed tym wszystkim. Zaczęłam czuć się jak
idiotka, ale kiedy zobaczyłam go klękającego przede mną i płaczącego. Nie wiedziałam
co mam robić. Zadałam, więc pierwsze lepsze pytanie.
- Czy dlatego ze mną jesteś? Bo oni Ci kazali?
- Nie. Nie Laura. Jestem z Tobą, bo... bo... ja Cię kocham. Jesteś dla mnie wszystkim.
- Oh... Draco. Ja też Cię kocham. Ale się boję. Co teraz z Nami będzie?
- Myślę... nie, nie mogę.
- No mów... Proszę Cię.
- Laura musimy zerwać. Przynajmniej narazie. Jak skończę siedemnaście lat
to uciekniemy. Nie pozwolę, aby ktoś Cie skrzywdził. Niech myślą, że mnie
zostawiłaś, bo mnie przejrzałaś. Albo, że widziałaś list od jednego z Nich.
- Jak... Jak to zerwać? Nie chcesz mnie? - spytałam. Czepiając się pierwszych zdań. Poczułam, że łzy mi lecą. Że dreszcze zaczynają mną
trząść. Rozpłakałam się na dobre. ,,On mnie nie chce, nigdy nie chciał. Jaka ze
mnie idiotka, co ja sobie myślałam?"...
- Laura, to nie tak. Chcę Cię. I to nawet bardzo... Kocham i pragnę Cię. Tylko
Ciebie. Ale nie pozwole na to, aby ktoś wyrządził Ci krzywdę. Nie płacz
kochanie. Proszę Cię.
- Oszukiwałeś mnie? Cały czas mnie
oszukiwałeś!? Jak ja mogłam być taka ślepa?
- Ani razu Cię nie okłamałem. Rozumiesz? Mogę pokazać Ci wszystkie listy od
Nich. Zaczęli do mnie pisać, jak już byliśmy ze sobą. A ja jak wariat latam za
Tobą od zeszłego roku. To nie oni mnie zmusili. Nawet o tym nie wiedzieli.
- Muszę to przemyśleć. Zostaw mnie samą... Odejdź. Proszę! - powiedziałam
patrząc na Niego. Na jego łzy. Poprzez moje łzy. Jak mogłam go pokochać? Jak?
Byliśmy w pokoju życzeń i wiedziałam, że jeśli wyjdzie już mnie nie znajdzie.
Ja wymyśliłam to miejsce. Patrząc na Niego, coś we mnie pękło. Wstałam i
podeszłam do Niego. Zaczęliśmy się całować. Coraz bardziej. Czułam jak moja
krew zaczyna wrzeć, pod wpływem pocałunków. Stały się głębsze i
namiętniejsze... Uczyłam się go na pamięć. Nie wiedziałam czy go jeszcze
kiedykolwiek przytulę, bądź pocałuję. Chciałam wszystko zapamiętać. Całego... Jego
ręce wędrowały po moich plecach, przyciskał mnie do siebie coraz mocniej. Było
cudownie, ale nadszedł czas na rozstanie... Oderwałam się od Draco, mojego
Draco...
- Musimy się rozstać? - spytałam. Skinął głową. - Na jak długo?
- Do uzyskania przeze mnie pełnoletności. Wtedy nie będzie na mnie namiaru. Będziemy mogli stąd uciec... Aż Potter nie wypełni przepowiedni.
- Ale to może ciągnąć się latami - powiewiedziałam przerażona.
- No wiem. Ale chcę być z Tobą. Pomoże Nam Dumbledore. – powiedział lekko się
krzywiąc. Wiedziałam, że od dziecka, miał zakorzenione, aby nienawidzić
dyrektora.
- No załóżmy, że się uda. Dalej nie wiem jak to wszystko ukryjesz przed Voldemortem?
- Laura, nie wymieniaj jego imienia. Już o tym rozmawiałem z Dumbledorem. Jest jakieś zaklęcie, które uchroni mnie przed wydobyciem informacji. Będziemy musieli udawać, że nic Nas już nie łączy.
Ale spotykać tutaj będziemy się mogli. Powiedz, że damy rady i będziemy w tym razem. Tylko Laura nikt nie może o tym wiedzieć. No poza Potterem, Granger
i Weasleyami. Z Nimi Dumbledore właśnie rozmawia. Kocham Cię, nie pozwolę aby ktoś Ci coś zrobił. - właśnie dotarło do mnie, że mówi prawdę.
Nie wyda Naszej Miłości Voldemortowi. Będzie Nas chronił.
- Oh, Draco. - wpadłam mu w ramiona i zaczęłam płakać. - Kocham Cię. Jeśli
to ma Nam pomóc. To zróbmy co trzeba. Tak rozstaliśmy się. Plotka rozeszła się w mgnieniu oka. Byłam przygnębiona.
Wszyscy myśleli, poza moimi przyjaciółmi, że to przez to zerwanie. Jednak bałam
się o Draco, o to, że będzie musiał stanąć oko w oko z samym Voldemortem i
kłamać go. Hermiona wyjaśniła mi na czym polega to zaklęcie. Miało pokazać
utworzone wcześniej wspomnienia, które wyglądały jak prawdziwe. Nie widać, aby
ktoś coś z Nimi zrobił, że są kłamstwem. Czymś co nigdy się nie wydarzyło. Wszystko
co miało ze mną wspólnego pokazywało, że wcale nie było Nam dobrze. Draco jako
zimnego kapryśnego dupka. A mnie jako jędzowatą małpę. Wszystko po to aby Nasza
miłość, nie została wykryta. Jednak bałam się, że już nigdy więcej go nie zobaczę.
A tego bym chyba nie przeżyła… Oby wszystko się udało… Oby…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz