sobota, 19 stycznia 2013

Rozdział ósmy


Rozdział ósmy

Właśnie wchodził do swojego pokoju. Nie był tutaj od wakacji. Nie chciał tu być. Po co wrócił? Mógł zostać przecież w Hogwarcie. Położył się na łóżku i myślał. Nie wiedział ile czasu minęło, z rozmyślań wyrwało go pukanie do drzwi.
- Draco? Synku, co się dzieje? - to Narcyza pukała do drzwi pokoju syna. Martwiło ją jego zachowanie. Cały czas z Nimi nie rozmawiał.
- Nic. - odrzekł jej.
- Chodź na kolację. Chcemy z Tobą porozmawiać. - Wiedział, że tak będzie. Da radę. Dumbledore powiedział mu, żeby podczas rozmowy, skupił się na tym jak bardzo kocha swoją dziewczynę, a czar zrobi resztę za Niego. Że w ten sposób Laura będzie bezpieczna. - Już idę.
Schodząc po schodach, czuł się jak jakiś skazaniec. Zaczął myśleć o Laurze. O tym jak bardzo by chciał, aby była bezpieczna. I w tym momencie wiedział, że wszystko się uda. Że Dumbledore miał rację...
***
Siedziałam w pokoju, który dzieliłam z Ginny i Hermioną. Trzymałam w ręku list, łzy ciekły mi po policzkach.

Kochana Lauro,
Nasz plan się powiódł, prawie. To znaczy nie wie nic, co mógłby  wyciągnąć ode mnie. Ta część planu się powiodła. Jesteś bezpieczna. Jednak nie przewidziałem tego, że wciągnie mnie w swoje szeregi. Chce mieć szpiega w Hogwarcie. Musiałem się zgodzić, inaczej zacząłby coś podejrzewać. A tego nie chcę. Najgorsze jest to, że mam teraz Mroczny Znak na lewej ręce. Mam nadzieję, że Potter szybko się go pozbędzie. Nie boję się już. Robię to dla Nas. Kocham Cię! Nie zapominaj o tym. Muszę Cię ochronić. Możesz pisać do mnie. Naszej poczty nikt nie sprawdza. Uważaj na siebie. Wkrótce się spotkamy.
Twój kochający Draco.

Łzy kapały mi nie miłosiernie. Jeśli myślał, że poprawi mi humor to mu nie wyszło. Mój ukochany śmierciożercą... Jak on się z tego wypląta? Jak ja za Nim tęsknię... Te Święta będą okropne... Nie mam rodziców, nie mam Draco... Pogrążałam się w rozpaczy. Powinnam się cieszyć, że nic nam nie grozi... Ale nie mogłam jednak, wiedząc, że wciągnął go w swoje szeregi. To takie niesprawiedliwe, przecież on nawet nie jest dorosły. Coś tu śmierdzi... Pewnie ma ku temu jakieś plany. Nie użyłby nastolatka, gdyby nie miał jakiegoś planu. Czegoś strasznego, no bo po co mu nastolatek, który nie może nawet używać czarów, poza szkołą? Wzięłam pergamin i napisałam.
Draco,
Nie podoba mi się to. Cała ta sprawa śmierdzi. Dlaczego wziął Ciebie? Dlaczego? Przecież jesteś za młody. Draco boję się... Tęsknię za Tobą... Twoja L.
         Zaczęłam krążyć po pokoju… Nie wiedziałam co mam robić… Nie wiedziałam czy na pewno chcę wysłać ten list… Miałam mętlik w głowie… Musiałam się przejść… Ubrałam płaszczyk, kozaczki i wyszłam… Nikt nawet nie zauważył… Nikt za mną nie poszedł… To dobrze… Byłam tu sama… Mogłam pomyśleć. Na co Voldemortovi Draco? Czy aby na pewno wszystko szło dobrze? Może to jakiś inny śmierciożerca napisał zamiast Niego? Muszę się z Nim spotkać… I to szybko… Ale nie wiedziałam jak… Wiedziałam tylko tyle, że użycie przeze mnie czarów nie byłoby mądre… ,,Cholera jasna… Wyślę mu list abyśmy spotkali się w Dziurawym kotle o 3 w nocy. Wtedy wszyscy będą spali… A ja będę mogła spokojnie z Nim porozmawiać… Dowiem się wszystkiego… Ale czy aby na pewno… No nic muszę zaryzykować. Kocham go tak? Muszę to zrobić dla Nas…” Poszłam do domu i napisałam nowy list.
Dzisiaj o 3 w nocy, Dziurawy Kocioł. Czekam. P.
Napisałam… Miałam nadzieję, że się zorientuje. Siedziałam w pokoju. Ciocia Molly ciągle spoglądała na mnie ze smutkiem. Miałam tego dość. Wolałam posiedzieć sama. Zresztą, Harry ciągle siedział z Ginny, a Hermiona z Ronem… Byłam sama. Mój ukochany był wśród wrogów. W końcu musiałam wyjść wysłać sowę. Poszukałam mojego puchacza Ereni i długo się jeszcze zastanawiając, wypuściłam sowę z listem do Draco. Teraz mogłam już tylko czekać. Miałam jeszcze pół dnia, ponieważ minęło dopiero południe poszłam poszukać jakieś książki do poczytania. Jednak mi się to nie udało. Ciotka zawołała mnie do kuchni. Nie mogłam wiecznie przed Nią uciekać.  Stęknęłam i poszłam za Nią.
- Laura kochanie. Nie długo kończysz siedemnaście lat. Słonko chcę abyś wiedziała, że bardzo byśmy chcieli, abyś wróciła do Nas na wakacje i w przyszłym roku jeszcze. Nie musisz od razu po uzyskaniu pełnoletniości wrócić do.. do domu rodziców. – zakończyła smutno. Wiedziałam, że jest jej przykro. W końcu bardzo była zżyta z moim tatą i moją mamą.
- Ciociu, nie chciałabym się Wam narzucać. Doceniam to, że mnie przygarnęliście, ale nie chcę nadużywać Waszej gościnności… Zresztą już będę dorosła. Chcę się usamodzielnić.
- Laura kotku. W tych czasach to takie niebezpieczne.
- Ciociu będę już dorosła. Zresztą prawdopodobnie nie będę sama.
- Słyszałam od Dumbledora, że spotykasz się z młodym Malfoyem, ale kochanie nie jestem pewna czy robisz dobrze. Twoi rodzice byliby nie zadowoleni.
- Nie wiem jacy by byli, przez tego Voldemorta, nigdy się nie dowiem. A Draco ciociu naraża się teraz dla Nas. Jest wśród Nich. Kocha mnie, a ja kocham jego. Zamieszkamy tam razem.
- Ufasz mu?
- Tak, ciociu. Ufam mu.
- Zrobisz jak będziesz uważała. Ale proszę Cię, abyś wróciła do Nas chociaż na ślub, Billa i Fleur.
- Ale sama? Czy mogę być z Draco?
- To zależy od Ciebie.
- No więc dobrze. A teraz idę trochę poczytać. Chciałabym posiedzieć sama.
- Dobrze. Zawołam Cię na kolację.
         Nie patrząc na Nią wyszłam z kuchni. Poszłam do pokoju Ginny, ale była tam razem z Harrym, więc czym prędzej się ulotniłam. I ja miałabym zostać w domu, w którym nie można nawet spokojnie pomyśleć, bo tyle jest ludzi? Nie wiedziałam gdzie mam się podziać. Hermiona u Rona, Harry u Ginny, a na dole czekała aż tylko się pojawię ciocia Molly. W końcu skryłam się u bliźniaków. Wiedziałam, że zjawią się dopiero następnego dnia. Mogłam tu przeczekać. I przeczekałam…
***

         Siedział i patrzył w okno. Martwił się. Była tak daleko od Niego. Niby bezpieczna, ale to nigdy nie wiadomo. ,,Tak – pomyślał – Mamy coś czego nie ma Czarny Pan. Mamy miłość, która go zwycięży.” W końcu przyuważył sowę, która pędziła w jego kierunku. ,,Czyżby mu odpisała?”. Patrzył ja sowa jest coraz bliżej i jest coraz większa. Biała i piękna, jak jej właścicielka. Podleciała pod okno, otworzył jej. A ta wylądowała obok niego. Wyciągnęła nóżkę.
- Poczekaj chwilę. Odpiszę Laurze i jej zaniesiesz, ok.? – sowa zahukała cichutko. Jakby wyczuła, że jest w domu, którego powinna się obawiać. Rozwinął list. Był nie wiarygodnie krótki.
Dzisiaj o 3 w nocy, Dziurawy Kocioł. Czekam. P.
Czy ona oszalała? To niebezpieczne… Ale znając ją i tak tam pójdzie, nie dostając nawet odpowiedzi. Nie miał wyjścia. Dobrze, że miał w pokoju kominek. Szybko się przeniesie. Spotka z ukochaną.
Ok. Będę. Bądź ostrożna! Nigdzie beze mnie się nie ruszaj. M.
Przywiązał odpowiedź sowie. Spojrzał przez okno czy nikt jej nie zauważy. Ale nikogo nie było. Puścił ją, w już ciemniejące niebo.
- Leć do Niej. Ostrożnie. – powiedział cicho do sowy. Była już daleko, kiedy Draco odetchnął z ulgą. ,,Nikt jej już nie przechwyci. Wszystko będzie dobrze” – pomyślał. Teraz musiał pomyśleć jak uśpić czujność rodziców. Aby Ci się nie zorientowali, że ten gdzieś zniknął w środku nocy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz