wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział pierwszy


Rozdział pierwszy


            
Gdyby ktoś kiedyś mi powiedział, że odegram kluczową rolę, w zakończeniu wojny, między Dumbledorem a Voldemortem, chyba bym go wyśmiała. Jestem czarownicą czystej krwi, oraz wychowanką Gryfindoru. Zaczynałam właśnie szósty rok nauki w Hogwarcie. Harry, Ron i Hermiona, byli moimi przyjaciółmi. Nigdy jednak bym się nie spodziewała, że wszystko ulegnie zmianą i to takim.
            Niedawno straciłam rodziców. Alice i Gideon Prewett, moi kochani rodzice. Zostali zamordowani przez samego Voldemorta. Byli członkami Zakonu Feniksa, nawet nie wiedziałam co się stało, byłam wtedy w odwiedzinach u siostry mojego ojca, Molly Weasley.  Wuj przybył do domu dużo wcześniej z pracy, aby ze mną porozmawiać. Było to dla mnie ogromnym ciosem. Odtąd zamieszkałam z Nimi, nie byłam pełnoletnia. Miałam dom po rodzicach i kilka stosów złota w Banku Gringotta. Jednak nie mogłam w Nim zamieszkać, aż do uzyskania pełnoletniości. A to oznaczało powrót do wujostwa na następne wakacje.
Byłam wściekła na Zakon, że nie zapewnili im odpowiedniej ochrony, w końcu ojciec ciągle się narażał dla Dumbledora. Zginęli, gdy mnie nie było w domu. Wujek powiedział mi, że był nad Naszym domem Mroczny Znak.
Zamieszkałam w pokoju razem z Ginny, moją kuzynką, z którą zawsze byłam w dobrych kontaktach. Do Nory mieli przyjechać wkrótce Harry i Hermiona. Mieli być na pogrzebie, ale ja nie chciałam tam nikogo. To była moja rodzina, moja którą straciłam. Harry chciał ze mną rozmawiać, w końcu on też stracił swoich, Lily i James, również zostali zamordowani przez Voldemorta. Jednak była wielka różnica, pomiędzy moją stratą, a jego. Ja znałam swoich rodziców, razem jeździliśmy na wakacje, spędzaliśmy Święta, wszystko robiliśmy razem. On tego nie znał, więc trochę marne porównanie. Nawet fakt, że jestem dziewczyną Harry’ego, nie zmienił mojego samopoczucia.
            Minął już miesiąc, odkąd jestem sierotą. Wujostwo odprowadzało nas na peron 9 ¾. Uścisnęłam ciotkę i wujka. Poczułam się dziwnie jeszcze tak nie dawno odbierali mnie moi rodzice. A teraz? Stałam tu całkiem sama. Bez Nich… Wsiadłam do pociągu. Nie zwracałam uwagi, gdzie idę, oczy zaszły mi łzami. Wpadłam na kogoś.
- Przepraszam… Ja nie chciałam… - gdy spojrzałam na twarz osoby potrąconej przeze mnie, zrobiło mi się słabo. Stał tam Draco Malfoy. Spojrzał na mnie z pogardą…
- Uważaj Prewett… - powiedział do mnie, ale gdy spojrzał w moje oczy coś się zmieniło. Kpiący uśmieszek zniknął, zastąpił go inny. Jakby przyjazny… - …Do zobaczenia – rzucił i odszedł do przedziału za Pansy, która od razu go oplotła. Stanęłam na chwilę, zastanawiając się, gdzie reszta. Wtedy mój wzrok skierował się w stronę przedziału Ślizgonów. Malfoy siedział i patrzył na mnie, mimo, że na jego ramieniu uwieszona była Pansy. W końcu odzyskałam rozum i ruszyłam do przodu. Na poszukiwanie Harry’ego i Hermiony. Najbliższych mi osób. W końcu ich znalazłam. Siedzieli tam już wszyscy. Hermiona zajęła mi miejsce. W przedziale była Ginny, Harry, Ron, Luna, Neville, no i oczywiście Hermiona. Usiadłam obok Harry’ego i wyjęłam swoją książkę. Pogrążyłam się w lekturze. Oparłam głowę o jego ramię, byłam przy Nim taka spokojna. Nie wiem czy była to miłość, ale przynajmniej odrywał mnie od ponurych myśli.
            Pociąg gnał przed siebie. Hermiona z Ronem poszli wypełniać obowiązki prefektów. A ja zostałam z Harrym. To znaczy była Ginny, Luna i Neville, ale z Nimi było inaczej. Zawsze ich lubiłam, ale teraz jakoś nie miałam ochoty na ich towarzystwo. W końcu postanowiłam się przejść po pociągu. Harry chciał pójść ze mną, ale ja nie chciałam.
 Od dziecka lubiłam patrzeć, jak pociąg mknie po szynach. Poszłam w tym celu na koniec wagonu. Zapomniawszy, że siedzieli tam Ślizgoni. Nawet nie spojrzałam w ich stronę. Stanęłam przy oknie i je otworzyłam. Patrzyłam jak mijamy polne drogi, łąki. Gdy nagle usłyszałam, że ktoś do mnie mówi.
- Prewett, czy nie powinnaś teraz siedzieć, ze swoim Potterem? – powiedział nikt inny jak Malfoy.
- A co Ciebie to obchodzi? – syknęłam.
- No, właściwie to nic. Pytam z grzeczności. – posłał mi uśmiech, który powala na kolana.
- A od kiedy to jesteś miły dla innych? – spytałam. Gdy uwolniłam się spod jego spojrzenia.
- Nie wiem, to chyba zależy od osoby, z którą rozmawiam. – ponownie posłał mi uśmiech. Zawiał wiatr i rozwiał moje kręcone blond włosy tak, że zasłoniły mi całą twarz. Malfoy wyciągnął do mnie rękę i odsłonił oczy. Zrobił to nie wiarygodnie delikatnie. Zarumieniłam się. On tylko patrzył na mnie. Miał śliczne szare oczy, jego blond włosy były również rozwiane. Odsunął rękę i posłał mi uśmiech. Odzyskałam mowę i się spytałam.
- Więc dla mnie dzisiaj jesteś miły, a czym sobie na to zasłużyłam?
- Nie wiem… Ale mogę być nie miły, jeśli wolisz takiego Draco. – uśmiechnął się. Niestety nie zdążyłam odpowiedzieć, bo pojawił się Harry.
- Czego od Niej chcesz Malfoy? – warknął na Niego. – Laura wszystko, ok.?
- Spadaj Potter, ktoś Cię tu zapraszał? – odpowiedział mu Malfoy. Już nie było tego cudownego chłopaka, którym był przed chwilą. – Co stęskniłeś się za Prewett? A może ona nie chce patrzeć na Twoją głupią twarzyczkę?- zaśmiał się szyderczo. Spojrzałam na Niego przerażona. Nigdy nie był miły dla żadnego, z moich przyjaciół, ale teraz poczułam się jakoś dziwnie.
- Wiesz, co Malfoy. Spadaj do swoich goryli i zostaw moich przyjaciół w spokoju. – odwarknął Harry.
- Mam w nosie Twoich przyjaciół, Potter. – powiedział i wyminął go aby wejść do przedziału. Kiedy przechodził obok mnie poczułam zapach perfum. Nie wyobrażalnie śliczny zapach. Spojrzałam za Nim. On obejrzał się na mnie, ale nie wykonał żadnego gestu, ani uśmiechu, ani grymasu. Raczej był zawiedziony i do tego wściekły.
- Wszystko w porządku? – spytał mnie Harry.
- Tak, w porządku.– odpowiedziałam.
- Myślałem, że on się Ciebie czepia, chciałem Ci pomóc.
- Oh, daj spokój, to tylko Malfoy, co on może mi zrobić? – spytałam.
- Laura jesteś moją dziewczyną, a Malfoy… Przecież sama wiesz jaki on jest.
- Do stu hipogryfów, Harry, nie możesz ciągle próbować mnie ochronić przed światem. Jakoś dam radę. – powiedziałam uśmiechając się do Niego.
- Ok. Ja sobie chcesz. Tylko uważaj na siebie. Idziemy do przedziału? – spytał podchodząc i tuląc mnie.
- Nie, ja jeszcze postaję tu. – powiedziałam.
- No, ok. – powiedział i mnie pocałował. Kiedy odchodził spojrzałam do przedziału Ślizgonów, Malfoy udawał, że patrzy w szybę, a Pansy coś do Niego mówiła głaszcząc go po włosach. Odeszłam od okna i poszłam do przedziału się przebrać.
Gdy się przebrałam wyszłam, aby znaleźć jakiś pusty przedział w pociągu. Ginny dziwnie się na mnie patrzyła. Wiedziałam, że podkochuje się w Harrym, ale co ja mogłam poradzić na to, że on jest ze mną? Wyszłam na korytarz i zmierzałam w kierunku drugiego końca wagonu, z dala od Ślizgonów. Kiedy usłyszałam za sobą.
- Laura, gdzie idziesz? – Była to Hermiona.
- Chcę pobyć sama. Chcę pomyśleć w samotności.
- Laura nie mogę patrzyć na Twój smutek. Mogę z Tobą porozmawiać, wszystko będzie dobrze.
- U mnie już nigdy nie będzie dobrze. Przez ten cały Zakon moi rodzice stracili życie. Nie wiesz nawet jak ja się czuję. Mam dosyć tej zasranej wojny. Chcę wszystko przemyśleć sama. Całkiem w samotności, bo odkąd straciłam rodziców, nie mogłam nawet sama pomyśleć.
- Mogę zostać z Tobą.
- Nie, nie Hermiono. Chcę być sama.
- Dobrze, w takim razie widzimy się później?
- Tak.
            Poczekałam aż się odwróci i odejdzie. A ja poszłam dalej. Na końcu wagonu był całkiem pusty przedział. Weszłam do Niego i zajęłam miejsce przy oknie. Nie wiem kiedy łzy zaczęły mi spływać po policzku. Płakałam tak jak na pogrzebie rodziców. Ból odczuwałam dalej taki sam. Otuliłam kolana ramionami i schowałam twarz. Płakałam, a dreszcze wstrząsały mną coraz bardziej. Głupi Zakon… Dlaczego Oni? Pogrążyłam się w myślach. Słyszała jak ktoś wchodzi do przedziału, ale nie podnosiłam głowy. Pewnie Hermiona albo Harry się o mnie martwili i przyszli za mną. A ja tak bardzo chciałam samotności. Ale się myliłam, kiedy ktoś wziął ,mnie delikatnie, a jednak stanowczo i do siebie przysunął. Poczułam zapach, ten sam co na korytarzu gdy mijał mnie Malfoy.
- Co Ty tutaj robisz? – spytałam. Lekko się od Niego odsuwając. Nie mogłam krzywdzić Harry’ego.
- Widzę, że śliczna dziewczyna potrzebuje pocieszenia. – powiedział po cichu.
- A skąd możesz wiedzieć czego teraz potrzebuję?
- Wiem co czujesz. Nie zapominaj, że ma moich rodziców. To tak jakbym ich nie miał – Po raz pierwszy na Niego spojrzałam, jak to przecież Narcyza i Lucjusz, żyli. A moi nie.
- Co Ty opowiadasz. Widziałam, Cię z Nimi dzisiaj.
- Myślisz, że jestem dumny z takich rodziców..
- Tak, ale żyją. Kiedy Voldemort zginie, a zginie na pewno, będziesz ich miał powrotem.
- Tak masz rację, ale widzisz, nie wiadomo kiedy to będzie. 
- Zawsze myślałam, że go popierasz… Że gardzisz całą resztą.
- Z jednej strony tak, z drugiej nie. Ale nie ważne kiedyś Ci wyjaśnię. Obiecuję, a teraz, chciałbym Cię przeprosić.  Ciężko mi to idzie, bo jak wiesz, zawsze gardziłem Gryfonami. Ale Ty jesteś inna. Obserwuję Cię już jakiś czas. Chciałbym Cię bliżej poznać. Dałabyś radę?
- No coś Ty, mówisz serio? – coś przeskoczyło mi w brzuchu na samą myśl. Malfoy chce się ze mną zaprzyjaźnić?
- Chyba tak – powiedział uśmiechając się. Spojrzałam mu prosto w oczy, on spojrzał na mnie i powiedział.
-Nie wiem, czy wiesz, ale jesteś śliczna. – dotknął mojego policzka, bardzo delikatnie, później lekko się pochylił i mnie pocałował. Poczułam się niesamowicie. Jak księżniczka, którą odnalazł jej książę. Trwało to chwilę. Na Merlina co ja wyprawiam, to Malfoy! A co z Harrym? P
- Czy może to być Nasza tajemnica?
- Draco ja nie wiem czy… - ale zamknął mi usta w kolejnym pocałunku. No na pewno nie chcę, aby Harry się dowiedział. W końcu to mój chłopak.– No chyba masz rację, to będzie Nasza tajemnica.
- Zaraz będziemy w Hogwarcie. – powiedział do mnie. – Będę szedł do siebie. Jeszcze się spotkamy. – powiedział jako stwierdzenie, chociaż ja zauważyłam, że trochę się wahał mówiąc to.
- Do zobaczenia... – odpowiedziałam uśmiechając się do Niego. Odwzajemnił uśmiech i jednym ruchem różdżki zasunął zasłonę, kiedy do mnie doskoczył. Zrobił to bardzo szybko, aż się przestraszyłam, Merlinie zaufałam Malfoyowi, ale on tylko poderwał mnie do pionu i całował jak nikt nigdy dotąd, mimo, że kochałam Harry’ego to on nigdy mnie tak nie całował. Nigdy nie tulił mnie tak z taką pasją… Poczułam, że to jego szukałam całe życie. Tylko jego. Pocałunek się skończył, a on powoli wyszedł z przedziału zostawiając mnie samą… O cholera, co ja mam robić? To Malfoy? A jak Harry się dowie? Czy mi całkiem rozum odebrało? No to pięknie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz