Rozdział
pierwszy
Gdyby ktoś
kiedyś mi powiedział, że odegram kluczową rolę, w zakończeniu wojny, między
Dumbledorem a Voldemortem, chyba bym go wyśmiała. Jestem czarownicą czystej
krwi, oraz wychowanką Gryfindoru. Zaczynałam właśnie szósty rok nauki w
Hogwarcie. Harry, Ron i Hermiona, byli moimi przyjaciółmi. Nigdy jednak bym się
nie spodziewała, że wszystko ulegnie zmianą i to takim.
Niedawno straciłam rodziców. Alice i Gideon Prewett, moi kochani rodzice.
Zostali zamordowani przez samego Voldemorta. Byli członkami Zakonu Feniksa,
nawet nie wiedziałam co się stało, byłam wtedy w odwiedzinach u siostry mojego
ojca, Molly Weasley. Wuj przybył do domu dużo wcześniej z pracy, aby ze
mną porozmawiać. Było to dla mnie ogromnym ciosem. Odtąd zamieszkałam z Nimi,
nie byłam pełnoletnia. Miałam dom po rodzicach i kilka stosów złota w Banku
Gringotta. Jednak nie mogłam w Nim zamieszkać, aż do uzyskania pełnoletniości.
A to oznaczało powrót do wujostwa na następne wakacje.
Byłam wściekła
na Zakon, że nie zapewnili im odpowiedniej ochrony, w końcu ojciec ciągle się
narażał dla Dumbledora. Zginęli, gdy mnie nie było w domu. Wujek powiedział mi,
że był nad Naszym domem Mroczny Znak.
Zamieszkałam w
pokoju razem z Ginny, moją kuzynką, z którą zawsze byłam w dobrych kontaktach.
Do Nory mieli przyjechać wkrótce Harry i Hermiona. Mieli być na pogrzebie, ale
ja nie chciałam tam nikogo. To była moja rodzina, moja którą straciłam. Harry
chciał ze mną rozmawiać, w końcu on też stracił swoich, Lily i James, również
zostali zamordowani przez Voldemorta. Jednak była wielka różnica, pomiędzy moją
stratą, a jego. Ja znałam swoich rodziców, razem jeździliśmy na wakacje,
spędzaliśmy Święta, wszystko robiliśmy razem. On tego nie znał, więc trochę
marne porównanie. Nawet fakt, że
jestem dziewczyną Harry’ego, nie zmienił mojego samopoczucia.
Minął już miesiąc, odkąd jestem sierotą. Wujostwo odprowadzało nas na peron 9
¾. Uścisnęłam ciotkę i wujka. Poczułam się dziwnie jeszcze tak nie dawno
odbierali mnie moi rodzice. A teraz? Stałam tu całkiem sama. Bez Nich… Wsiadłam
do pociągu. Nie zwracałam uwagi, gdzie idę, oczy zaszły mi łzami. Wpadłam na
kogoś.
- Przepraszam…
Ja nie chciałam… - gdy spojrzałam na twarz osoby potrąconej przeze mnie,
zrobiło mi się słabo. Stał tam Draco Malfoy. Spojrzał na mnie z pogardą…
- Uważaj
Prewett… - powiedział do mnie, ale gdy spojrzał w moje oczy coś się zmieniło.
Kpiący uśmieszek zniknął, zastąpił go inny. Jakby przyjazny… - …Do zobaczenia –
rzucił i odszedł do przedziału za Pansy, która od razu go oplotła. Stanęłam na
chwilę, zastanawiając się, gdzie reszta. Wtedy mój wzrok skierował się w stronę
przedziału Ślizgonów. Malfoy siedział i patrzył na mnie, mimo, że na jego
ramieniu uwieszona była Pansy. W końcu odzyskałam rozum i ruszyłam do przodu.
Na poszukiwanie Harry’ego i Hermiony. Najbliższych mi osób. W końcu ich
znalazłam. Siedzieli tam już wszyscy. Hermiona zajęła mi miejsce. W przedziale
była Ginny, Harry, Ron, Luna, Neville, no i oczywiście Hermiona. Usiadłam obok
Harry’ego i wyjęłam swoją książkę. Pogrążyłam się w lekturze. Oparłam głowę o
jego ramię, byłam przy Nim taka spokojna. Nie wiem czy była to miłość, ale
przynajmniej odrywał mnie od ponurych myśli.
Pociąg gnał przed siebie. Hermiona z Ronem poszli wypełniać obowiązki
prefektów. A ja zostałam z Harrym. To znaczy była Ginny, Luna i Neville, ale z
Nimi było inaczej. Zawsze ich lubiłam, ale teraz jakoś nie miałam ochoty na ich
towarzystwo. W końcu postanowiłam się przejść po pociągu. Harry chciał pójść ze
mną, ale ja nie chciałam.
Od
dziecka lubiłam patrzeć, jak pociąg mknie po szynach. Poszłam w tym celu na
koniec wagonu. Zapomniawszy, że siedzieli tam Ślizgoni. Nawet nie spojrzałam w
ich stronę. Stanęłam przy oknie i je otworzyłam. Patrzyłam jak mijamy polne
drogi, łąki. Gdy nagle usłyszałam, że ktoś do mnie mówi.
- Prewett, czy
nie powinnaś teraz siedzieć, ze swoim Potterem? – powiedział nikt inny jak
Malfoy.
- A co Ciebie
to obchodzi? – syknęłam.
- No,
właściwie to nic. Pytam z grzeczności. – posłał mi uśmiech, który powala na
kolana.
- A od kiedy
to jesteś miły dla innych? – spytałam. Gdy uwolniłam się spod jego spojrzenia.
- Nie wiem, to
chyba zależy od osoby, z którą rozmawiam. – ponownie posłał mi uśmiech. Zawiał
wiatr i rozwiał moje kręcone blond włosy tak, że zasłoniły mi całą twarz.
Malfoy wyciągnął do mnie rękę i odsłonił oczy. Zrobił to nie wiarygodnie
delikatnie. Zarumieniłam się. On tylko patrzył na mnie. Miał śliczne szare
oczy, jego blond włosy były również rozwiane. Odsunął rękę i posłał mi uśmiech.
Odzyskałam mowę i się spytałam.
- Więc dla
mnie dzisiaj jesteś miły, a czym sobie na to zasłużyłam?
- Nie wiem…
Ale mogę być nie miły, jeśli wolisz takiego Draco. – uśmiechnął się. Niestety
nie zdążyłam odpowiedzieć, bo pojawił się Harry.
- Czego od
Niej chcesz Malfoy? – warknął na Niego. – Laura wszystko, ok.?
- Spadaj
Potter, ktoś Cię tu zapraszał? – odpowiedział mu Malfoy. Już nie było tego
cudownego chłopaka, którym był przed chwilą. – Co stęskniłeś się za Prewett? A
może ona nie chce patrzeć na Twoją głupią twarzyczkę?- zaśmiał się szyderczo.
Spojrzałam na Niego przerażona. Nigdy nie był miły dla żadnego, z moich
przyjaciół, ale teraz poczułam się jakoś dziwnie.
- Wiesz, co
Malfoy. Spadaj do swoich goryli i zostaw moich przyjaciół w spokoju. –
odwarknął Harry.
- Mam w nosie
Twoich przyjaciół, Potter. – powiedział i wyminął go aby wejść do przedziału.
Kiedy przechodził obok mnie poczułam zapach perfum. Nie wyobrażalnie śliczny
zapach. Spojrzałam za Nim. On obejrzał się na mnie, ale nie wykonał żadnego
gestu, ani uśmiechu, ani grymasu. Raczej był zawiedziony i do tego wściekły.
- Wszystko w
porządku? – spytał mnie Harry.
- Tak, w
porządku.– odpowiedziałam.
- Myślałem, że
on się Ciebie czepia, chciałem Ci pomóc.
- Oh, daj
spokój, to tylko Malfoy, co on może mi zrobić? – spytałam.
- Laura jesteś
moją dziewczyną, a Malfoy… Przecież sama wiesz jaki on jest.
- Do stu
hipogryfów, Harry, nie możesz ciągle próbować mnie ochronić przed światem.
Jakoś dam radę. – powiedziałam uśmiechając się do Niego.
- Ok. Ja sobie
chcesz. Tylko uważaj na siebie. Idziemy
do przedziału? – spytał podchodząc i tuląc mnie.
- Nie, ja
jeszcze postaję tu. – powiedziałam.
- No, ok. –
powiedział i mnie pocałował. Kiedy odchodził spojrzałam do przedziału
Ślizgonów, Malfoy udawał, że patrzy w szybę, a Pansy coś do Niego mówiła
głaszcząc go po włosach. Odeszłam od okna i poszłam do przedziału się przebrać.
Gdy się
przebrałam wyszłam, aby znaleźć jakiś pusty przedział w pociągu. Ginny dziwnie
się na mnie patrzyła. Wiedziałam, że podkochuje się w Harrym, ale co ja mogłam
poradzić na to, że on jest ze mną? Wyszłam na korytarz i zmierzałam w kierunku
drugiego końca wagonu, z dala od Ślizgonów. Kiedy usłyszałam za sobą.
- Laura, gdzie
idziesz? – Była to Hermiona.
- Chcę pobyć
sama. Chcę pomyśleć w samotności.
- Laura nie
mogę patrzyć na Twój smutek. Mogę z Tobą porozmawiać, wszystko będzie dobrze.
- U mnie już
nigdy nie będzie dobrze. Przez ten cały Zakon moi rodzice stracili życie. Nie
wiesz nawet jak ja się czuję. Mam dosyć tej zasranej wojny. Chcę wszystko
przemyśleć sama. Całkiem w samotności, bo odkąd straciłam rodziców, nie mogłam
nawet sama pomyśleć.
- Mogę zostać
z Tobą.
- Nie, nie
Hermiono. Chcę być sama.
- Dobrze, w
takim razie widzimy się później?
- Tak.
Poczekałam aż się odwróci i odejdzie. A ja poszłam dalej. Na końcu wagonu był
całkiem pusty przedział. Weszłam do Niego i zajęłam miejsce przy oknie. Nie
wiem kiedy łzy zaczęły mi spływać po policzku. Płakałam tak jak na pogrzebie
rodziców. Ból odczuwałam dalej taki sam. Otuliłam kolana ramionami i schowałam
twarz. Płakałam, a dreszcze wstrząsały mną coraz bardziej. Głupi Zakon…
Dlaczego Oni? Pogrążyłam się w myślach. Słyszała jak ktoś wchodzi do
przedziału, ale nie podnosiłam głowy. Pewnie Hermiona albo Harry się o mnie martwili
i przyszli za mną. A ja tak bardzo chciałam samotności. Ale się myliłam, kiedy
ktoś wziął ,mnie delikatnie, a jednak stanowczo i do siebie przysunął. Poczułam
zapach, ten sam co na korytarzu gdy mijał mnie Malfoy.
- Co Ty tutaj
robisz? – spytałam. Lekko się od
Niego odsuwając. Nie mogłam krzywdzić Harry’ego.
- Widzę, że
śliczna dziewczyna potrzebuje pocieszenia. – powiedział po cichu.
- A skąd
możesz wiedzieć czego teraz potrzebuję?
- Wiem co
czujesz. Nie zapominaj, że ma moich rodziców. To tak jakbym ich nie miał – Po
raz pierwszy na Niego spojrzałam, jak to przecież Narcyza i Lucjusz, żyli. A
moi nie.
- Co Ty
opowiadasz. Widziałam, Cię z Nimi dzisiaj.
- Myślisz, że
jestem dumny z takich rodziców..
- Tak, ale
żyją. Kiedy Voldemort zginie, a zginie na pewno, będziesz ich miał powrotem.
- Tak masz
rację, ale widzisz, nie wiadomo kiedy to będzie.
- Zawsze
myślałam, że go popierasz… Że gardzisz całą resztą.
- Z jednej
strony tak, z drugiej nie. Ale nie ważne kiedyś Ci wyjaśnię. Obiecuję, a teraz,
chciałbym Cię przeprosić. Ciężko mi to idzie, bo jak wiesz, zawsze
gardziłem Gryfonami. Ale Ty jesteś inna. Obserwuję Cię już jakiś czas.
Chciałbym Cię bliżej poznać. Dałabyś radę?
- No coś Ty,
mówisz serio? – coś przeskoczyło
mi w brzuchu na samą myśl. Malfoy chce się ze mną zaprzyjaźnić?
- Chyba tak –
powiedział uśmiechając się. Spojrzałam mu prosto w oczy, on spojrzał na mnie i
powiedział.
-Nie wiem, czy
wiesz, ale jesteś śliczna. – dotknął mojego policzka, bardzo delikatnie,
później lekko się pochylił i mnie pocałował. Poczułam się niesamowicie. Jak
księżniczka, którą odnalazł jej książę. Trwało to chwilę. Na Merlina co ja
wyprawiam, to Malfoy! A co z Harrym? P
- Czy może to
być Nasza tajemnica?
- Draco ja nie
wiem czy… - ale zamknął mi usta w kolejnym pocałunku. No na pewno nie chcę, aby
Harry się dowiedział. W końcu to mój chłopak.– No chyba masz rację, to będzie
Nasza tajemnica.
- Zaraz
będziemy w Hogwarcie. – powiedział do mnie. – Będę szedł do siebie. Jeszcze się
spotkamy. – powiedział jako stwierdzenie, chociaż ja zauważyłam, że trochę się
wahał mówiąc to.
- Do
zobaczenia... – odpowiedziałam uśmiechając się do Niego. Odwzajemnił uśmiech i
jednym ruchem różdżki zasunął zasłonę, kiedy do mnie doskoczył. Zrobił to
bardzo szybko, aż się przestraszyłam, Merlinie zaufałam Malfoyowi, ale on tylko
poderwał mnie do pionu i całował jak nikt nigdy dotąd, mimo, że kochałam
Harry’ego to on nigdy mnie tak nie całował. Nigdy nie tulił mnie tak z taką
pasją… Poczułam, że to jego szukałam całe życie. Tylko jego. Pocałunek się
skończył, a on powoli wyszedł z przedziału zostawiając mnie samą… O cholera, co
ja mam robić? To Malfoy? A jak Harry się dowie? Czy mi całkiem rozum odebrało?
No to pięknie…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz